
Codziennie o zachodzie słońca słyszałem go, niewidzialny pasterz śpiewający po drugiej stronie grzbietu, jego piosenka wypełniająca gloaming dźwiękiem wieków – ta sama piosenka, którą jego ojciec śpiewał na tej samej górze, a ojciec jego ojca i pokolenia pasterzy przed sobą, ich życie wełniane w krębieniu czasu w tym miejscu tego miejsca, które jest modą skalną świata.
Bułgaria, w której dorastałem, była najbiedniejszym krajem w Europie i najbardziej biologicznym na kilometr kwadratowy. Wiele dzieci spędziłem w jego najważniejszych górach, w których moi dziadkowie pracowali jako nauczyciele szkół podstawowych, które w dużej mierze w dużej mierze niepiśmienne wioski. Moja babcia, obecnie dziewięćdziesiąt, dorastała w tych górach, dzieląc jedno łóżko ze swoim trzema rodzeństwem i trzypokojowym domem z jej dwunastoma rodziną. W pobliżu były zwierzęta – świnie i kurczaki, kozie i krowy i tak wiele owce – ich rytmy, ich potrzeby, ich nastroje przeplatane z własnymi. Czuję, że ich nieobecność dzisiaj i przypomnienie, że świat, w którym żyjemy – świat drapaczy i ekranów, sterylizowany nieludzki – jest nienaturalny, zubożałym, samotny.

Po dorastaniu w Nowej Zelandii i mieszkaniu w Szkocji poeta i pisarz Kapka Kassabova wrócili do Bułgarii, gdzie urodziła się przede mną dekadę, aby mieszkać w swoich górach z koczowniczymi pasterzami Karakachan i ich starożytną rasą psów w odległej wiosce, przywróconej z odległej wioski. Skromne życie fizycznego trudu i prywatności rekompensuje ją z nowym zrozumieniem tessellowanych znaczeń lojalności, odwagi i miłości, co to znaczy być człowiekiem i jak pozbawiamy konstelacji złożoności i sztucznych, które jest współczesną jaźnią, możemy zacząć widzieć świat jako świat całość prostsza niż jego częściNiedokończone, ale kompletne. Wylewa się ze stron Anima: Dziki duszpasterstwo (Biblioteka publiczna) – jedna z tych książek, które pozostawiają pełniejsze oddech życia – jest eliksira, który podniósł zaklęcie, które nas poruszyło Kult MoreLetghinging z samotność za mało W cywilizacji ma obsesję na punkcie skalowania modeli biznesowych, po zapomnieniu, że jedyną wartą skalowaniem jest góra. Jest to list miłosny do Karakachana wobec bycia – do pasterzy, którzy za życia chodzenia ze zwierzętami okrążają świat więcej niż raz z połączonymi krokami, oraz do ich psów, które wyglądają na częściowo wilka, a częściowo misy, ich warczenie wulkan wybuchają w kosmosie, ich oczy. Jest to list miłosny do samego życia, do duszy świata przebiegającej przez nas, duszy pod sobą.
Kassabova pisze:
Ta praca wymaga trzech rzeczy: polubienia własnej firmy, lubić zwierzęta i polubienie na świeżym powietrzu, a także nie bać się niczego.
[…]
Zapomnieliśmy, że to też możemy zrobić… chodzić ze zwierzętami, żyć ze zwierzętami, opiekować się nimi i dbać o nich. Nawet zarabiaj na tym. Dziś tak samo trudno jest zarabiać na hodowli pasterskiej, jak w tworzeniu sztuki niekomercyjnej, muzyki lub literatury. Musisz być napędzany oddaniem, którego nie można tłumić deszczem lub spalić ogniem.
Ci, którzy są gotowi żyć takim życiem, są nagradzani wyjątkowym poczuciem celu, większą transcendencją niż teleologią – rodzaj repatriacji w rodzinie rzeczy, błogosławieństwo czasu i konsekrację obecności:
Była to kojąca monotonia monotonna, balsam dla niespokojnych dusz, poznanie twojego celu, podążanie za planem podróży i przywrócenie gangu, zmęczony i zadowolony po kolejnym dniu spełnienia twojej misji. Dni były koralikami w różaniec, który przeszedł przez twoje palce, a ty poczułeś ich teksturę i kształt. To samo, ale inne.
Poranna modlitwa: Wydaj owce i zabierz stado na pastwisko. Modlitwa w południe: Pladnina. Wieczorni Niezbroci: Przyprowadź stadę do domu, nakarm psy. Miej pokorną kolację, połóż się na twardym łóżku, a następnie wzroście wcześnie i poranną modlitwę.
Pij kawę, sznuruj buty, włóż do plecaka, weź kij oraz chorobę i zdrowie, w deszczu i słońcu, idź. Psy czekają. Stado czeka. Wzgórza czekają. Jesteś potrzebny.

Przychodzi do kontaktu żywotność wody w Black River i pocieszenie kamienia W szczycie Thunder. W ten sposób nazywaliśmy miłością tęsknotę za naszymi zaginionymi utworami-tych części nas samych tłumiliśmy lub porzuciliśmy, że kolejne uosabia-zakochuje się w jednym z młodych pasterzy, tylko po to, by odkryć jego niezwykłą żywotność samozadowolenia uzależnienia. Wędruje ostatnie rdzenne lasy sosnowe Bałkanów, zatrzaskuje swoją duszę na rzece tak lodowatą niebieską i czystą, że „jak Dawn of the Earth” je ze starszymi, którzy znają prawdziwe znaczenie mocy: „Są setkowe drzewa”, mówią Karakachany, „ale nie ma stuletnich mocy”.
Przez cały czas Życie góry szepcze zaproszenie do życia. W fragmencie sugestywnym francuskiego surrealistycznego poety, filozofa i pisarza René Daumal’s Alpejska metafora sensu życiapisze:
Wchodzisz, zawsze w górę. Jest coś wyższego, jaśniejszego, bardziej nasyconego kolorem, bardziej idealnym kształtem, różniącym się od wczorajszym, chociaż jest to ta sama góra każdego dnia. Psy są po twojej stronie, one również są zaskoczeni tym ruchomym obrazem, a czasem podczas chodzenia, czujesz się tak lekko, że twoje stopy ledwo dotykają ziemi, i zdajesz sobie sprawę, że to jedne z najszczęśliwszych dni w twoim życiu.

Jedną z najtrudniejszych rzeczy do nauczenia się w tym życiu – w tej epoce w tej cywilizacji – jest to, że całe prawdziwe szczęście jest dziełem Niezamierzanierodzaj poddania się woli bycia tym Niektórzy znajdują w klasztorze i niektóre na górze. Dwa wieki po Margaret Fuller’s spotkał transcendencję na wzgórzuKassabova opowiada chwilę czystej obecności pulsującej z esencją Anima – Łaciński korzeń „zwierzęcia”, co oznacza „duszę”, w którą wierzą Karakachanie, jest ucieleśniony przez wiatr, oddech życia:
Nie mam twarzy ani ciała, kiedy leżę tak na bezgranicznym łóżku wzgórz, w ogóle nie mam nic. Jestem naczyniem, przez który mija oddech świata.
[…]
Wiatr jest posłańcą podróżującym z daleka i staram się złapać wiadomość. Jak słowo, które nie jest słowem, jest to ciągły ruch trawy i światła, zwierząt i orbity słonecznej. Wiatr żyje jak istota. Wiatr jest na mnie dusza świata, a jej przesłaniem jest to, dusza świata. Anima.
Przechodzi nad nami, gdy kładujemy się ze zwierzętami. Dotyka nas i porusza. Nie wiem, gdzie to idzie, ale pewnego dnia pójdę z tym i nie budzę się już.
Takie spojrzenie na bezwzględną całość poza granicą skóry i historii, którą nazywamy sobą z iluzją, z którą żyjemy. W tej wielszej rzeczywistości jest nieskończenie wiele wizji, najmniejszy kwiat równie dobrze jak Największy teleskopA zając Tak dobry jak koliber. Kassabova zastanawia się nad nią:
Aby nadążyć za kozami, wymagało poddania się i zawieszenia siebie, przynajmniej siebie w nowoczesnym znaczeniu, jaźni, które wymaga bycia w centrum rzeczy, a nie towarzyszem wielu innych zwierząt. Ale może współczesne ja nie jest całkiem prawdziwe. Być może jego zrozumienie centrum i peryferii jest iluzją. Może nie byłoby tak trudne do poddania się. To może być ulga.
Uważa, że to niee siebie za wykładnicze poddanie się – do góry, do swojego czasu i jej czasowość:
Im wyżej poszedłeś, tym trudniejsze było przetrwanie fizyczne, tym bardziej czułeś się równym wszystkim. Personas zniknęła, a esencja pozostała. W całym życiu jest tylko jedna esencja. Anima.
[…]
Przez całe nasze życie staramy się gdzieś przybyć. Gdzie są teraz moje ambicje? Nie mogę ich znaleźć. Nigdy nie byli prawdziwi. W jaki sposób coś nierealnego może zająć tyle czasu na ziemi, kiedy jedyną rzeczą, która jest prawdziwa, jest ta góra? Nie mogę tego pojąć. Pirin został nazwany na cześć starej boskości grzmotu i płodności, Perun, który jest pokryty smokami. Rozumiem, dlaczego ludzie czcili góry, kiedy wędrowali po dziewięciu górach ze swoimi stadami. Thunder Peak to oryginalna katedra. Kiedy Notre Dame płoną, Thunder Peak jest tutaj każdego ranka.
Ostatecznie odkrywa to, co wszyscy robimy, jeśli żyjemy wystarczająco długo i wystarczająco głęboko – że to nie to, czego szukamy, ale to, co nas znajdzie, co przychodzi przez boczne drzwi naszych oczekiwań, przez pęknięcia w naszych planach, które najbardziej powtarza nasze życie ze znaczeniem. I to znaczenie jest zawsze nieoarakteryzowane, coś świecącego Otchła między jedną świadomością a drugącoś, na którym języku może zabłysnąć tylko lśniącego lśni.
Otwieram laptop, a palce walczą o pisanie. Są zbyt grube i prawie zapomnieli wokół klawiatury. Czy muszę wcisnąć moje doświadczenia w tak małą przestrzeń, gdy są one znacznie większe? Tak duży i warstwowy jak góra. Wyglądam tak samo jak zawsze, ale czuję się jak gigant. Coś się rozszerzyło. Nie wiem, jak to wyjaśnić. Pomiędzy dolnym światem a górnym światem występuje problem języka.
I cały czas Ziemia próbuje nawiązać kontakt.
[…]
Mleko, krew, deszcz. Przez całe nasze życie wykonywamy zadania, czekając na kliknięcie na miejsce. Za miejsce, aby postawić naszą miłość.
[…]
Teraz… Rozumiem, jak to jest widzieć coś tak prawdziwego i pięknego, chcesz, aby wszyscy byli przez to dotknięci. Nawet uratowany.
