
Czas jest księgą, którą wypełniamy historią naszego życia. Wszystko, co ma świetne opowiadanie kształt muzyki. Cała muzyka jest schronienie na czas. W życiu pełnym niepokoju i drżącym z pilności potrzebujemy tego schronienia, miejsca wystarczająco spokojnego i cichego, aby usłyszeć historię naszego stawania się, pieśń ewolucji życia zakodowaną w naszych komórkach: „Życie jest w wyjątkowy sposób kwestią czasu, podobnie jak muzyka” – napisał pionier biolog morski Ernest Everett. rewolucjonizuje nasze zrozumienie tego, co ożywia życie.
Rebeka West (21 grudnia 1892 – 15 marca 1983) w swoim arcydziele z 1941 roku przedstawia niezwykle wnikliwą medytację na temat tego, jak muzyka może pomóc nam zaprzyjaźnić się z podstawowym wymiarem naszego życia Czarna Owca i Szary Sokół (biblioteka publiczna), które uważam za jedno z największych dzieł filozofii minionego stulecia — jej liryczne rozliczenie ze sztuką i przetrwaniem wyrażone w trzech wizytach w Jugosławii w okresie międzywojennym, podczas których badała, co czyni nas ludźmi i utrzymuje nas jako ludzi.

West wspomina bolesny moment napięcia politycznego przy stole w restauracji, nagle przerwany przez symfonię Mozarta napływającą ze radioodbiornika, tworząc „argument zbyt subtelny i głęboki, aby można go było wyrazić słowami” – argument na rzecz szerokości czasu, tego, w jaki sposób może on utrzymać i uleczyć nasze tęsknoty i straty. Z wzruszającą pokorą przyznania się do ograniczeń własnego daru i rzemiosła pisze:
Muzyka potrafi znieść więcej niż tylko literaturę… Sztuka nie obejmuje nawet zakątka życia, tylko węzeł czy dwa tu i ówdzie, daleko od siebie i bez związku ze schematem. Jak moglibyśmy mieć nadzieję, że kiedykolwiek zaprowadzi porządek i piękno całej tej rozległej i trudnej tkaniny, której żagle łopoczą na przeciwnych wiatrach wszechświata? A jednak muzyka, wypływająca z magicznej skrzynki w ścianie nad naszymi głowami, obiecała nam, że wszystko będzie z nami w porządku i że kiedyś nasze życie będzie równie piękne jak ono samo.
Najwspanialsza muzyka oferuje coś jeszcze większego niż ona sama – złagodzenie najbardziej podziemnej walki ludzkiego życia: naszego niepokoju o czas. Zachód pisze:
Najważniejsze dzieła Mozarta… nigdy się nie śpieszą, nigdy nie chodzą na oślep ani nie chwieją się, nie rozpryskują błota, nie wzbijają kurzu… W istocie nieodpowiednim jest nazywanie środków wywołujących taki efekt zwykłym narzędziem technicznym. Zmienia bowiem treść dzieła, w którym zostaje użyte, przedstawia wizję świata, w którym człowiek nie jest już udręczoną ofiarą czasu, lecz akceptuje jego dyscyplinę i ustanawia z nią harmonię. To nie jest drobnostka, ponieważ nasza walka z czasem jest jednym z najbardziej niepokojących z naszych podstawowych konfliktów, powstrzymuje nas od osiągnięć i zrozumienia, które powinny być uzasadnieniem naszego życia.
Pewnego ranka West podąża za wodospadem w górę rzeki do źródła przez „szeroką i piękną dolinę” w kierunku jeziora, które rozdziela się na dwa strumienie połączone zniszczoną wioską położoną wśród kwitnących drzew. Spotyka tam muzykę zupełnie odmienną od Mozarta, a jednak równie elementarną, w równym stopniu błogosławieństwem czasu w jego synkopie pilności i ciszy:
Z kratowanego górnego piętra jednego z domów, które gniły wśród bzów, dobiegł głos kobiety, głos głęboki, nie tym mniej mądry, że przesiąknięty wiedzą przyjemności, śpiewający piosenkę bośniacką, pełen znużenia jakąś piękną rzeczą, która nie została do końca zrealizowana… Później, stojąc na moście, patrząc, jak woda czysta jak powietrze przeczesuje zielone chwasty na pomostach, usłyszeliśmy kolejny taki głos… naglący w swym pragnieniu wydobycia z gardła piękna, pilnego do stwierdzenia problem w muzyce. Obie te kobiety w znakomity i ekscytujący sposób wykorzystały pewną cechę charakterystyczną tych bałkańskich pieśni. Pomiędzy każdym zdaniem muzycznym następuje długa, długa pauza. To tak, jakby mówiąca przedstawiła jej punkt widzenia, a potem wszechświat skonfrontował ją ze swoją ciszą, z rzeczywistością, którą chce zmienić, udowadniając jej rację. Czy jesteś całkowicie pewien – pyta – że masz rację?
Być może tego właśnie możemy się nauczyć z muzyki i tego, co to znaczy mieć harmonijny związek z czasem — trenując umysł, aby się nie spieszył, powstrzymywał przypływ pewności na tyle, by pozostać ciekawym, przykładał ucho do ciszy wszechświata i słuchał czystego dźwięku tego, kim i czym jesteśmy.

