
Sposób, w jaki Ryan Gosling i Sandra Hüller mówili o tym w „Projekcie Zdrowaś Maryjo”, można by pomyśleć, że byli jedynymi ludźmi, którzy kiedykolwiek musieli naprawiać nieprawidłowo działające urządzenie Sun. Cofnijmy się jednak o 19 lat i zobaczmy, że w „Sunshine” Danny’ego Boyle’a mierzono się z bardzo podobnym zagrożeniem dla życia na Ziemi. Choć głównym tematem obu filmów są nieuchronne katastrofy słoneczne, ich podejścia do ratowania świata przed ekstremalnym globalnym ochłodzeniem są radykalnie różne.
Chwila “Projekt Zdrowaś Maryjo” jest podnoszący na duchu, zabawny i jest domem dla jednego z najbardziej ujmujących (choć mało prawdopodobnych) ekranowych romansów ostatnich lat. “Sunshine” to bezwstydnie ponury romans. W dużej mierze zaczerpnięto go z podręcznika “Obcy”, gdy oktet niedopasowanych astronautów kłóci się podczas misji, która nieplanowo wyrusza na terytorium psychologicznego horroru. Zapomnieli też przeznaczyć dużo miejsca w ładowni na żarty – co jest najbliższe kneblowi. to prawdopodobnie zachód słońca w identie Fox Searchlight przekształcający się w skazane na zagładę Słońce.
Kontynuacja artykułu poniżej
Nieoficjalnie przyznał się, że nie lubi „Gwiezdnych Wojen” i nigdy nie ukrywał, że jest raczej „ObcyRzeczywiście, po tym, jak „Trainspotting” uczynił z niego jednego z najgorętszych reżyserów na świecie pod koniec lat 90., poproszono go o wyreżyserowanie czwartego filmu „Obcy” – ostatecznie odrzucił projekt, który stał się „Resurrection”, obawiając się, że garnitury studyjne będą mu ciążyć na szyi.
Chociaż Boyle nigdy nie stanął twarzą w twarz z prawdziwym Ksenomorf„Sunshine” ma znamiona reżysera drapiącego się po swędzeniu w kształcie „Obcego”. Napisany przez współpracownika „28 dni później”, Alexa Garlanda, film wykorzystuje liczne elementy redefiniującego gatunek klasyka Ridleya Scotta, od scen zestresowanej załogi debatującej przy stole po fatalną decyzję o odpowiedzi na wezwanie pomocy. (Spoiler: to nie kończy się dobrze.)
Zamiast twarzyhuggerów i kwasowokrwistych potworów, Wielki Zły z „Sunshine” jest najbliższą gwiazdą Ziemi. Wraz ze spowolnieniem reakcji termojądrowych na Słońcu, Ikar II zostaje wystrzelony, aby dostarczyć bombę o masie odpowiadającej wyspie Manhattan, w nadziei na ponowne zapalenie gwiazdy, zanim Ziemia zamieni się w gigantyczną kostkę lodu.
Założenie może brzmieć równie dziwacznie jak film katastroficzny Rolanda Emmericha, a jednak twórcy filmu przynajmniej próbowali oprzeć tę historię na prawdziwej — mniej więcej — nauce. Gwiazda przed-TV, profesor Brian Cox (podobnie jak Boyle, mieszkaniec Mancuniana), został wezwany, aby rzucić okiem na fizykę i zasugerować możliwe wyjaśnienie rozwoju przez Słońce własnego ściemniacza.
„Nasza historia umierania Słońca jest taka, że duża plama supersymetrycznych cząstek zwana a Piłka Q dryfował do jądra Słońca i powoli go pożera” – powiedział Cox Telegraf przed premierą „Sunshine” w kwietniu 2007 roku. „Nasze Słońce nie jest wystarczająco gęste, aby zatrzymać kulę Q: przeleciałaby prosto przez nią. Jednak ogólna koncepcja jest taka, że we wszechświecie jest wiele rzeczy, które nie są tą znaną materią, z której jesteśmy zbudowani, i istnieją teorie, według których ta substancja nie jest całkowicie łagodna”.
Wygląd Coxa jako gwiazdy popu (w poprzednim życiu był klawiszowcem D:Ream, który zajmował pierwsze miejsca na brytyjskich listach przebojów) został również wykorzystany jako uzasadnienie obsady Murphy’ego w roli przystojnego fizyka, który zaprojektował najważniejsze elementy pirotechniczne. Nieoczekiwany sukces „28 dni później” dał Boyle’owi i Garlandowi pewną swobodę twórczą wraz ze swoimi płatnikami w Fox Searchlight.
„Wykorzystaliśmy pieniądze, które zarobiliśmy dzięki „28 dni później” i uznanie, jakie daje nam studio, aby faktycznie nakręcić większy, bardziej ambitny film” – Boyle powiedział w Opiekun Pytania i odpowiedzi w 2007 roku. „Wyciągnęliśmy z nich maksimum, co mogliśmy, pozostawiając nam kontrolę nad filmem i mogliśmy obsadzić w nim kogo chcieliśmy”.
Wspomniana obsada to piekielny zespół, pełen przyszłych gwiazd i zdobywców Oscara. Kiedy jednak latem 2005 roku film wszedł do produkcji, większość z nich była stosunkowo nieznana. Cillian Murphy był znany z „28 dni później”, Hiroyuki Sanada wyróżniał się w „Ostatnim samuraju”, a Michelle Yeoh zagrała niezapomnianą pomocniczkę Bonda w „Tomorrow Never Dies”, ale nawet sam Kapitan Ameryka, Chris Evans, wciąż czekał na swoją przełomową rolę „Fantastyczna Czwórka„Human Torch”, który rozpalił jego karierę. Rose Byrne, Cliff Curtis i Benedict Wong również stali się niezłomnymi gwiazdami Hollywood.
„Nie musieliśmy obsadzać naprawdę wielkich gwiazd filmowych” – wyjaśnił Boyle. „To jedna z tych dziwnych, wyzwalających rzeczy, jak w przypadku horrorów. Zwykle jest lepiej, jeśli wszyscy są równi, więc nie wiesz, w jakiej kolejności zostaną zabici, więc możesz ich zabić dosłownie, jak chcesz”.
Zanim rozpoczęły się zdjęcia w studiach Three Mills we wschodnim Londynie, Boyle wysłał obsadę samolotami, aby mogli doświadczyć stanu nieważkości, i – co było mniej efektowne – umieścił ich w akademikach, aby symulować życie w bliskim sąsiedztwie przez dłuższy czas.
Nie jest jasne, jak radziły sobie gwiazdy filmowe (czy wszyscy zmywali naczynia?), ale w filmie nastroje już się pogarszają, gdy spotykamy załogę po 16 miesiącach lotu. Następnie wezwanie pomocy z pierwszego Ikara – uznanego za zaginionego siedem lat wcześniej – pokrzyżuje ich najlepsze plany. Załoga postanawia objechać uszkodzony statek kosmiczny, aby odzyskać jego wybuchowy ładunek — główny fizyk Robert Capa (Murphy) twierdzi, że „dwie ostatnie nadzieje są lepsze niż jedna” — i rozpoczyna katastrofalny łańcuch wydarzeń.
Po pierwsze, nawigator Trey (Wong) zapomina wyregulować wytrzymałe osłony termiczne statku po dokonaniu kluczowej korekty kursu, co powoduje tak katastrofalne uszkodzenia cieplne, że ich misja szybko zostaje przemianowana na podróż w jedną stronę – co wywołuje niezręczne rozmowy na temat tego, którego członka załogi należy wyrzucić w imię oszczędzania tlenu.
Dowiadujemy się również, że niepowodzenia Ikara nie miały wyłącznie charakteru technicznego, gdy jego dowódca, kapitan Pinbacker (w tej roli Mark Strong i nazwany na cześć Pinbacka w „Ciemnej gwieździe” Johna Carpentera) zostaje zdemaskowany jako morderczy kosmiczny psychol. Kiedy wchodzą na pokład statku, on nadal przemierza korytarze jak jakiś podróżujący w kosmos Michael Myers.
To prawdopodobnie największy błąd filmu, ponieważ ostatni akt „Sunshine” zmienia bieg i przechodzi w pełni do „Horyzontu zdarzeń” (kolejny z naszych najlepsze kosmiczne horrory). Postacie wystawione na działanie próżni i obrazy ciężko poparzonego mężczyzny sprawiają wrażenie bezpośredniego nawiązania do kultowego horroru Paula WS Andersona, a bełkot Pinbackera: „Przez siedem lat rozmawiałem z Bogiem. Kazał mi zabrać nas do piekła!” – z łatwością mogłaby zostać wyrażona przez postać Sama Neilla. To metafizyczny zwrot akcji za daleko w filmie, który nie ma dość środków, by dostarczyć złudzeń wielkości przypominających „2001: Odyseję kosmiczną”.
To powiedziawszy, jak rozmyślał gwiazdor Cliff Curtis Imperium w tamtym czasie: „Nigdy nie dotarliśmy dalej niż na Księżyc. Jedną z najbardziej nienaturalnych rzeczy, jakich doświadczyli astronauci, było przebywanie po ciemnej stronie Księżyca i niemożność zobaczenia Ziemi. Prawdziwi astronauci mieli takie doświadczenia, gdy twierdzili, że słyszeli głos Boga. Widzieli coś w kosmosie… Nie możemy poznać skutków podróżowania tak blisko Słońca”.
Może i tak, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że rozwiązanie Rylanda Grace i Rocky’ego polegające na ponownym włączeniu centralnego ogrzewania w „Projekcie Zdrowaś Maryjo” było znacznie mniej stresujące.
„Projekt Zdrowaś Maryjo” już w kinach. „Sunshine” można oglądać na Disney+ w Wielkiej Brytanii oraz wypożyczać i kupować na Apple i Amazon w USA.