Wspinając się w Andy pewnego wietrznego styczniowego popołudnia, obserwując, jak szczyty za szczytami wyłaniają się na horyzoncie niczym gigantyczne kopce mchu, zacząłem zastanawiać się nad wyraźną linią prowadzącą na szczyt, gdzie kończy się zieleń, a zaczyna czerwonawo-brązowy jałowej skały, zastanawiając się, skąd drzewa i krzewy wiedzą, kiedy się zatrzymać, jak daleko pchać się dalej, gdzie […]