Kurt Vonnegut o Kiedy przestać próbować i kiedy spróbować ponownie – Marginalista

- Kultura - 26 czerwca, 2026
Kurt Vonnegut o Kiedy przestać próbować i kiedy spróbować ponownie – Marginalista
Kurt Vonnegut o Kiedy przestać próbować i kiedy spróbować ponownie – Marginalista

Prawdziwa miłość w końcu cię znajdzie: Kurt Vonnegut o tym, kiedy przestać próbować i kiedy spróbować ponownie

Wspinając się w Andy pewnego wietrznego styczniowego popołudnia, obserwując, jak szczyty za szczytami wyłaniają się na horyzoncie niczym gigantyczne kopce mchu, zacząłem zastanawiać się nad wyraźną linią prowadzącą na szczyt, gdzie kończy się zieleń, a zaczyna czerwonawo-brązowy jałowej skały, zastanawiając się, skąd drzewa i krzewy wiedzą, kiedy się zatrzymać, jak daleko pchać się dalej, gdzie minął punkt, w którym warunki stają się zbyt niesprzyjające do wzrostu, rozkwitu i przetrwania.

To może być najtrudniejsze do zrównoważenia równanie w całym istnieniu: kiedy próbować dalej, a kiedy przestać. Nigdzie nie jest to bardziej zagmatwane, ponieważ nigdzie rachunek rozumu nie jest tak nawiedzony emocjami, jak w naszych intymnych związkach. Tam wszystkie zmienne są zbyt naładowane uczuciami, aby można je było dokładnie zważyć; tam najbardziej wrażliwa część ego jest uwzględniana w arytmetyce. Ponieważ czas jest czymś, co możemy zmierzyć, a czułość nie, staramy się odeprzeć szczególne poczucie osobistej porażki, jakie może przynieść utrata miłości, mierząc sukces związku ilością czasu, a nie jakością istnienia, tylko po to, by znaleźć się na jałowej skale.

Kurta Vonneguta (11 listopada 1922 r. – 11 kwietnia 2007 r.) miał dwadzieścia dwa lata i właśnie wrócił z wojennej służby w Europie, gdzie był przetrzymywany jako jeniec wojenny w Dreźnie i ledwo przeżył bombardowanie miasta przez aliantów, kiedy poślubił swoją koleżankę z college’u Jane Marie Cox – dwoje młodych ludzi, którzy jeszcze nie stali się sobą, nieuformowani i nieuleczeni, próbujący być razem.

Kochali się, ale gdy dorastali, oddalili się od siebie, krzywo. A jednak, ciągnięci pędem kultury, mieli syna, potem córkę, a potem jeszcze jedną, podczas gdy Vonnegut walczył o przetrwanie jako pisarz.

Vonnegut w wieku 33 lat z rodziną.

Kiedy jego siostra zmarła na raka dwa dni po tym, jak jej mąż zginął w wypadku kolejowym, adoptował ich trzech synów. W ten sposób życie odmawia nam wszelkich alternatywnych warunków eksperymentalnych, ale z naszego życiowego doświadczenia wynika, że ​​nikt nie wie, co mogłoby się stać z parą w eksperymentalnym projekcie poza małym domem udekorowanym sześciorgiem głodnych dzieci. Kłócili się coraz bardziej, aż nawet najbardziej przyziemna rozmowa nie mogła nie stać się kłótnią.

Vonnegut próbował szukać schronienia w pisaniu, ale bliźniacze rachunki i potwierdzenia odmowy przeważyły ​​nad jego marzeniem. Będąc w średnim wieku i bez środków do życia, już miał się poddać, gdy otrzymał nieoczekiwaną propozycję nauczania w prestiżowym Iowa Writers’ Workshop, uzyskaną dzięki życzliwości jednego czytelnika, poruszonego twórczością tego mało znanego, nieszczęśliwego pisarza. To był ratunek zarówno zawodowy, jak i osobisty. Vonnegut spakował walizki i udał się do Iowa, wiedząc w głębi serca, choć nie był jeszcze gotowy, aby pozwolić sobie na myśl, że to koniec jego życia z Jane.

Po dwóch latach pracy w nauczaniu, gdy jego pisarstwo w końcu zaczęło zyskiwać uznanie, otrzymał stypendium Guggenheima, a nagrodę pieniężną wykorzystał na podróż z powrotem do Drezna, gdzie okazało się, że znaczna część miasta wciąż pozostaje w ruinie. Zastanawiam się, czy myślał wtedy o miłości, o tym, jak to jest, że świat może zostać pozostawiony w ruinach nie do naprawienia, jeśli wojna będzie zbyt brutalna lub zbyt długa.

Nagle katapultował się do publicznego sukcesu — po pięciu powieściach i niezliczonych opowiadaniach Vonnegut został okrzyknięty sukcesem z dnia na dzień Rzeźnia numer pięć — tkwił w otchłani osobistej porażki. On i Jane byli razem przez ćwierć wieku i byli szczęśliwi tylko przez ułamek tego czasu. Rozdarty pomiędzy emocjonalną niezdolnością do utrzymania związku a mózgową niechęcią do poddania się, zaczął topić swoje niezadowolenie w alkoholu.

W ostatnim roku czterdziestki wyprowadził się i udał się do Nowego Jorku, ale nie mógł się zmusić do zakończenia małżeństwa. Czerpiąc pocieszenie z zapewnień Margaret Mead, że „parę, która ma dzieci, łączy nieodwracalny i nierozerwalny związek”, napisał do Jane:

Raniliśmy się tam i z powrotem tak bardzo, niemal w roztargnieniu, że zdrowym rozsądkiem było rozstanie, choćby po to, by przełamać rytm.

Zacieniował ten surowy kontur w liście do przyjaciela, malując zapadający w pamięć portret martwego związku:

Ja sam mieszkam sam w dwóch pokojach i ogrodzie w Nowym Jorku, próbując czerpać użyteczną energię elektryczną z milionów otaczających mnie nieznajomych. Z tego powodu nie mieszkam już z Jane, z tego co wiem: nie jesteśmy już w stanie prowadzić miłych rozmów. Kiedy próbujemy porozmawiać, zabawić się i zabić czas, nasze słowa są drewniane, sztywne, dziwne, odległe i – w końcu – cicho gorzkie. To wielka szkoda, a wiele osób uważa mnie za bezdusznego, że ją zostawiłem. Ale godziny, dni i lata tak się dłużyły. Jestem teraz szczęśliwsza, choć daleka od wesołej i dumnej. Osiągnąłem coś w rodzaju Limbo, co stanowi wyraźną poprawę w stosunku do tego, co miałem wcześniej. Znowu zaczynam pisać. To ustało na jakiś czas. Nie chcę ponownie wychodzić za mąż. Nie jestem zakochany w nikim innym.

Kurt Vonnegut w wieku 50 lat.

Pisanie pozostawało jego jedyną oazą zdrowia psychicznego w otchłani Przejście Środkowe. Jakaś jego część – ta mądra część, która żyje w każdym z nas i szepcze to, czego nie chcemy, ale musimy usłyszeć – wiedziała, że ​​musi na nowo wyobrazić sobie swoje życie, jeśli nie chce go zmarnować. Ale nie był gotowy. Dlatego na nowo wyobraził sobie swoje pisanie, biorąc szkielet sztuki, którą napisał piętnaście lat wcześniej i wcielając go na nowo. Wszystkiego najlepszego, Wanda June przez pięć miesięcy zbierał mieszane recenzje, ale świat w końcu zwrócił na to uwagę.

Po udokumentowaniu historycznego przemówienia Martina Luthera Kinga Jr. podczas Marszu na Waszyngton i pracy jako fotograf wojenny w Wietnamie Jill Krementz nie przeszkadzała kłótliwemu pisarzowi, którego proces miał uchwycić na potrzeby profilu magazynu. Natychmiast wyczuła zarówno błyskotliwość, jak i załamanie Vonneguta, poczuła ostrą krawędź, na której łamało się jego serce, dostrzegła wirujący rdzeń jego zranionej czułości. Od razu stwierdził, że jej nie lubi. („Nie ma takiego terroru jak bycie znanym” – Emerson wzdrygnął się niepokojącą intymność, która rozkwitła między nim a Margaret Fuller.)

W ciągu kilku miesięcy zamieszkali razem.

Tuż przed zamieszkaniem z Jill Vonnegut napisał do swojej siedemnastoletniej córki Nanette:

Kochana stara niania —

Z pewnością zasługujesz na list ode mnie. Bardziej byłoby na to sto listów. Tak bardzo cię kocham.

Od czasu do czasu będę w domu, żeby się z tobą spotkać. Ale nie zostanę długo. Nadal kocham twoją matkę, ale nie możemy być razem bez kłótni. Próbowaliśmy coś z tym zrobić, ale nic nie pomaga, a każda walka boli bardziej niż poprzednia.

Nie ukradła mnie inna kobieta. Nie sądzę, że ludzie mogą kraść innych ludzi. Po prostu odszedłem, bo walki sprawiały, że wszyscy byli bardzo nieszczęśliwi. Zrobiłem to już kilka razy. Przykładem był wyjazd do Iowa. Za każdym razem, gdy wyjeżdżałem, po prostu odchodziłem w samotność. Nigdy żadna inna kobieta nie wołała mnie, żebym przyszedł.

Tym razem na przykład nie mogłem zmusić się do powrotu do domu po otwarciu spektaklu i byłem sam. Prawie w ogóle nie znałem Jill i niezbyt ją lubiłem, a wszystko, co się między nami wydarzyło, wydarzyło się długo po tym, jak zdecydowałem, że dom jest dla mnie zbyt niewygodny.

Karta z Almanach ptaków: 100 wróżb na niepewne dnidostępny również jako samodzielny wydruk.

Osiemnaście lat młodsza, ale pod wieloma względami duchowo starsza, Jill otoczyła go dobrocią tak zupełnie nową, że nie wiedział, co z nią zrobić, miłością, o której nie myślał, że jest możliwa. Próbował z nią walczyć, odruchowo, ale ona po prostu go kochała, więc powoli pozbył się opozycyjnej postawy, która stała się jego domyślną, powoli przestał się samoleczyć. Rośnie zdrowy, staje się szczęśliwy, rośnie sam.

Mimo to spotkanie emocjonalnej prawdy o nieudanym małżeństwie z trudnym faktem rozwodu zajęło mu sześć lat. Kiedy w końcu się zdecydował, napisał do Nan:

A co do rozwodu: zawsze będę kochać twoją matkę, co musiało być oczywiste w niedzielę. Ale już nigdy nie będziemy mogli żyć razem. Nasze rozmowy idą bardzo źle. Poza tym: Chcę być fair wobec Jill, która uratowała mnie przed upadkiem i alkoholiczką. Nie wyjdę za Jill, ale przestanę prosić ją, żeby mieszkała z żonatym mężczyzną. A Jane, która lubi małżeństwo, powinna mieć szansę ponownie wyjść za mąż. Nie szukam szczęścia poprzez rozwód. Rozpad małżeństwa trwale mnie uszkodził. Te rany nigdy się nie zagoją. Po prostu staram się jak najlepiej wykorzystać nieprzyjemną sytuację. Jeszcze raz powtórzę, że Jill nie rozbiła małżeństwa. Został zepsuty dużo wcześniej, mniej więcej wtedy, gdy pojechałem do Iowa. Żadna inna kobieta nie zapraszała mnie do Iowa. Później żadna kobieta nie zapraszała mnie do Nowego Jorku. Do obu miejsc dotarłem w całkowitej samotności i czułem się po prostu okropnie.

Tym razem nie będzie zaciekłych kłótni na temat rozwodu. Nie popełnimy błędu i nie zatrudnimy dwóch nieznajomych, żeby walczyli ze sobą w naszym imieniu. Jane i ja dojdziemy do pewnego rodzaju podziału majątku i planu regularnego wysyłania jej pieniędzy. Jest już właścicielką domu w Cape, kilku akcji i dużego konta oszczędnościowego w gotówce. Dodam do tego skarbu, żeby nie musiała się zbytnio martwić, dopóki będę popularny i produktywny. Następnie Don Farber sporządzi prostą umowę i tyle. Kroki prawne będą krótkimi formalnościami, bez żadnych argumentów przed sędzią.

Sformalizowanie związku z Jill zajęło mu kolejne dwa lata. Kiedy zdecydowali się na ślub, miał pięćdziesiąt siedem lat i był jednym z najbardziej lubianych autorów w Ameryce. Pierwszą osobą, której powiedział:

Najdroższa Niania –

Chcę, żebyś był pierwszą osobą w naszej rodzinie, która się o tym dowie: że Jill i ja postanowiliśmy pobrać się w listopadzie, prawdopodobnie kilka dni po Święcie Dziękczynienia. Jill będzie wtedy trzy miesiące przed czterdziestką i będziemy mieszkać razem około dziewięciu lat. Pierwsze lata związku były burzliwe. Z pewnością większość burzy była moją winą. Byłem w szaleńczym stanie żałoby i przerażenia z powodu niepowodzenia mojego niegdyś dobrego małżeństwa z Jane. Jill nie miała nic wspólnego z tą porażką, ale łatwo było ją winić. Tak czy inaczej, Jill i ja zachowujemy się teraz wobec siebie bardzo serdecznie, rozsądnie i bezinteresownie. Jesteśmy zakochani. Nasze głowy są czyste. Pracujemy i bawimy się najweselej.

Nie popieram dla nikogo małżeństw seryjnych. Ja sam zawsze chciałem być monogamiczny jak łabędź. Do samego końca byłem monogamiczny z twoją matką i tak pozostanie z Jill.

Po wstępnym szkicu ślubu („Będzie bardzo prywatnie. Nie chcemy, żeby nasze zdjęcia trafiły do ​​gazet”), dodał:

W pełni współczuję mieszanej lojalności, jaką ty i cała reszta moich dzieci odczuwalibyście w takiej sytuacji. Zatem oczywiście zapraszam wszystkich i mam nadzieję, że wszyscy przybędziecie. Jeśli ceremonia i przyjęcie mają sprawić ci ból, nie powinieneś narażać się na ten ból. Twoje przybycie lub nieobecność nie będzie głosem za lub przeciw czemukolwiek.

Przede wszystkim, droga nianiu, chcę, żebyś wiedziała, jaka jestem teraz szczęśliwa i że mam wszelkie powody, aby z niecierpliwością czekać na nadchodzące bardzo dobre lata.

Kurt Vonnegut i Jill Krementz po dekadzie swojej miłości. (Zdjęcie: Adam Scull.)

Kurt i Jill pozostali razem aż do jego śmierci, trzydzieści sześć lat po spotkaniu. To właśnie tam, w bezpieczeństwie i słodyczy ich miłości, odkrył prosty sekret szczęścia.

źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x