Zadie Smith o Instrumentalizmie – marginalista

- Kultura - 7 kwietnia, 2026
Zadie Smith o Instrumentalizmie – marginalista
Zadie Smith o Instrumentalizmie – marginalista

Między użytkownikiem a używanym: Zadie Smith o instrumentalizmie

Wielki paradoks, wielki ból relacji międzyludzkich polega na tym, że tak często nie są one relacyjne: dwie samotności zderzają się bez prawdziwego kontaktu, jedna lub obie orientują się na drugą nie jako osobę, ale jako projekcję, myląc z intymnością niezliczone iluzje – podziw, uwielbienie, pożądanie. Jest to zawsze niebezpieczne i szkodliwe, a my prawie nigdy nie jesteśmy świadomi – lub nigdy nie chcemy słuchać tych części nas, które są tego świadome – że dzieje się to do czasu, aż majacząca turbina dynamiki wyplunie nas z oszałamiającym zamętem i przemieszczone serce.

Oczywiście cały czas wykorzystujemy się nawzajem w dobroczynny sposób — aby czerpać inspirację z innego umysłu, widzieć świat innymi oczami, poszerzać repertuar serca. Jednak takie zastosowania bardziej przypominają relację między symbiontami: dwa odmiennie wyspecjalizowane organizmy pielęgnują się nawzajem swoimi mocnymi stronami. Szkoda ma miejsce, gdy relacja przybiera formę pasożyt-żywiciel lub drapieżnik-ofiara, gdy użytkownik pożera zużyte i odrzuca je po ich użyciu.

Dostrzeżenie tej niebezpiecznej dynamiki od wewnątrz naszego własnego życia może być trudne, ale możemy rzucić na nią okiem z boku, poprzez życie innych, prawdziwe lub wyimaginowane. Wielkim darem wszystkich dzieł wyobraźni – literatury, teatru, filmu – jest to, że przekazują nam nasze doświadczenia z powrotem, wytrawione i wyjaśnione, niefiltrowane przez samoosąd i dumę. Dlatego, jako Zady Smith zauważa w swoim wspaniałym zbiorze esejów Martwy i żywy (biblioteka publiczna), ludzie, których takie prace są najbardziej ciekawe, to „skonfliktowani, kłamcy, oszukujący siebie, umyślnie ślepi, podli, nierozstrzygliwi, niedoskonali, źli, chorzy, zagubieni i podzieleni” – ludzie, których prawie każdy z nas w pewnym momencie kochał lub był.

W jednym z esejów zakotwiczonym w filmie Magazynmaluje zapadający w pamięć portret takiej dynamiki: Bohaterka, narcystyczny i świadomy obrazu kompozytor, miał namiętny, nigdy wyraźnie szczegółowy związek z inną kobietą i zakończył go nagle, pozostawiając kochanka wstrząśniętego bólem serca i zamętem, zapalając ją i dając światu wrażenie, że nigdy się to nie wydarzyło, aby wymazać świadomość, że wyrządziła krzywdę:

Po pierwsze, jak każdy zły facet, [Tár] próbuje zatrzeć ślady. Widzimy, jak wysyła e-maile do wszystkich znajomych ze społeczności muzycznej, aby ostrzec ich przed niezrównoważoną młodą kobietą o imieniu Krista Taylor, która może rozpowszechniać nieprawdziwe plotki na jej temat. Następnie sprawdź Twittera, aby sprawdzić, czy wspomniane plotki rozeszły się po świecie. Zaczynamy mieć obraz. Krista jest młodą, aspirującą dyrygentką. Tár był jej mentorem. Również (w tajemnicy) jej kochanek – choć tylko na krótko… Nigdy nie spotykamy Kristy, ale z przebłysków wielu błagalnych e-maili, które wysyła do asystenta Tára, wnioskujemy, że romans, który dla Kristy okazał się wstrząsający, ledwo został zarejestrowany na radarze jej starszego kochanka… Dla Tára jest tak, jakby w ogóle się nie wydarzyło. Już ma zamiar zająć się kolejnym odwróceniem uwagi.

Sztuka z Almanach ptaków: 100 wróżb na niepewne dni. (Dostępne jako wydruk i jako karty papierniczena korzyść Towarzystwa Audubon.)

To jedno z najbardziej niepokojących doświadczeń w życiu – poczucie głębokiej więzi z kimś, by odkryć, że było to dla niej coś banalnego – ulotna fantazja, niepoważny eksperyment, zastosowanie. Smith pisze:

Jest słowo na takie zachowanie: instrumentalizm. Używanie ludzi jako narzędzi. Jako środek, a nie cel sam w sobie. Aby zaspokoić własne pragnienia lub poczucie własnej mocy, lub po prostu dlatego, że możesz.

Ostatecznie instrumentalizator zostaje z pustką związaną z własną niezdolnością do połączenia. Widzimy Tár „w końcu obnażoną, bez teorii, bez obrony, bez prefabrykowanych argumentów”, stawiającą czoła następstwom swoich kłamstw, stawiającą czoła ostatecznej prawdzie:

Nie ma odkupienia. Nic nie można powiedzieć ani zrobić, z wyjątkiem poczucia tego.

Paradoks i być może odkupienie polega na tym, że użytkownik zawsze traci więcej niż wykorzystał, bo jeden wybrał wymazanie, a drugi pozostawił życie – doświadczenie, które jakkolwiek bolesne byłoby przeżyte. Osoba naprawdę żywa zawsze wybierze doświadczenie zamiast wymazywania, ponieważ doświadczenie jest pulsem żywotności, podczas gdy wymazanie – wyparcie się doświadczenia poprzez zaprzeczenie, oddzielenie i oszustwo – jest zawsze żywą śmiercią.

źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x