
Samotność jest podstawowym warunkiem życia – rodzimy się z kogoś innego, ale rodzimy się sami; umieramy wokół innych (jeśli mamy szczęście i jesteśmy kochani), ale umieramy samotnie; spędzamy życie wyspą w naszym jedynym ludzkim doświadczeniu – w tych konkretnych ciałach, umysłach i okolicznościach wylosowanych z kosmicznej loterii – pośród ogromnego oceanu czasu i szans, w którym roi się od wszelkich możliwych doświadczeń. Wszystko, co piękne i treściwe, co tworzymy – każdy wiersz, każdy obraz, każda przyjaźń – jest wyciągniętą ręką sięgającą od jednej samotności do drugiej, sięgającą do niemych ust wieczności, by samogłoski wspólnego języka wyły nasze requiem dla tego, co ulotne.

Jednak pomimo tego, że samotność jest tak fundamentalna, a może właśnie z tego powodu, samotność jest fraktalna – im bliżej przyjrzysz się ziarnistości życia, tym bardziej zobaczysz, jak rozgałęzia się ono w niezliczone samotności, które, jak rodzaje smutkuwszystkie mają różne odcienie emocjonalne.
Samotność wynikająca z poczucia niewidzialności lub niezrozumienia, bezdenna i mrożąca krew w żyłach jak szkocka mgła.
Samotność wynikająca z widzenia tego, na co inni odwracają wzrok, odległego i bezbrzeżnego jak latarnia morska.
Samotność publicznego upokorzenia, rozżarzony do czerwoności żelazny pręt.
Samotność twojej najbardziej prywatnej porażki, atramentowa i sucha jak pustynia nocą.
Samotność sukcesu, błyszcząca i ostra jak obsydian.
Samotność miłościlekki jak wnętrze czaszki.
W swoim klasyku psychologii z 2008 r Wewnętrzne złoto: zrozumienie projekcji psychologicznej (biblioteka publiczna), analityk jungowski Robert A. Johnson grupuje wszystkie możliwe rodzaje samotności w trzy podstawowe rodzaje, które pulsują w naszym codziennym życiu i rządzą naszym poszukiwaniem miłości: samotność zorientowana na przeszłość i tęsknota za tym, co kiedyś było i nigdy więcej nie będzie, samotność zorientowana na przyszłość wynikająca z tęsknoty za tym, co mogłoby się wydarzyć, ale się nie stało, oraz to, co nazywa „głęboką samotnością wynikającą z bycia blisko Boga”. Rozumiem to jako egzystencjalną dezorientację wynikającą z poczucia, że twoja przemijalność przyciska się do krawędzi wieczności, twoja małość naciska na ogrom, który mieszka na skrzyżowaniu czasu, przypadku i miłości; Bóg jest tym, co niektórzy nazywają swoim marzeniem o przejściu dla pieszych, kiedy stają naprzeciw skrzyżowania.
Pierwsze dwie samotności są zakorzenione w czasie, który sam w sobie jest fraktalem – istnieją z wieloma rodzajami czasu, z którymi żyjemy. Trzeci rodzaj samotności nie dotyczy tego, co doczesne, ale tego, co wieczne; istnieje poza czasem – jak muzyka, jak cud, jak miłość. Jest to egzystencjalna samotnośćA twórcza samotnośćzbudowane nie z atomów teraźniejszości, które składają się na pozostałe dwie samotności, ale z atomów wieczności.

Ponieważ my, istoty stworzone z czasunie można wiecznie pojąć, łatwo go nazwać Bogiem – to hasło na wszystko, co ogromne i niepojęte, z czym się w sobie spotykamy. Ale to tylko iluzja – wieczność także jest fraktalem i niezliczonymi jego wizytami w naszym codziennym życiu. Jest to świadectwo ponadczasowego nalegania Jamesa Baldwina „poeci… to w końcu jedyni ludzie, którzy znają prawdę o nas” – to nie psychologowie czy filozofowie, ale poeci rozchylają zasłonę iluzji, aby odsłonić prawdę:
NIEKTÓRE RODZAJE NA ZAWSZE CIEBIE ODWIEDZAJĄ
przez Brendę HillmanNiewiadomi wstają wcześnie;
przeglądają brąz
dzwonki werandowe. Wrony
zadzwoń i spóźnij się
jabłka płoną
w stronę zachodniej pustki.
W Twojej chorobie
krawędzie wahają się;
jak bunt
pracowników, oni
zajmie trochę czasu…Nadchodzi miłość
łagodna zima; Inny
królestwa są hałaśliwe
i jednomyślność. Stukasz
ekran i sen
podczas oczekiwania; cztery
rodzaje na zawsze
odwiedź Cię dzisiaj:
coś, nic,
wszystko i sztuka,
większy niż ty
i twojego autorstwa —
Wiersz dzięki uprzejmości Akademia Poetów Amerykańskich