
To nosi powtórzenie że tym, co czyni życie znośnym, jest nasza zdolność – nasza chęć – poruszania się po świecie pełnym cudów rzeczywistości. Najwspanialsze w cudzie jest to, że nie zna on skali, klasy, żadnej kategorii – można go znaleźć w geranium lub galaktyce, w szmeru potoku czy w Wariacje Goldbergowskie. „Liść trawy jest nie mniejszy niż podróż gwiazd” napisał Walt Whitman, wieczny patron cudów.
W końcu to cud czego szukamy, kiedy szukamy i najbogatszą zapłatę uczyć się patrzeć. GK Chesterton wiedział o tym, kiedy podczas swojej cudownej medytacji mniszek lekarski i sens życiazauważył, że celem życia twórczego, życia pełnego jest kopanie w poszukiwaniu „zanurzonego wschodu słońca cudu”. Dylan Thomas wiedział o tym, rozpoznając to „Dzieci z zachwytem obserwujące gwiazdy to cel i koniec”. Rachel Carson wiedziała o tym, gdy upierała się, że największym darem, jaki rodzic może dać dziecku, jest „poczucie zachwytu tak niezniszczalnego, że będzie trwać przez całe życie, jako niezawodne antidotum na nudę i rozczarowania w późniejszych latach, jałowe zaabsorbowanie rzeczami sztucznymi, wyobcowanie ze źródeł naszej siły”. Goethe wiedział o tym, kiedy wykrzyknął: „Jestem tutaj, aby się dziwić!”
O to, jak żyć zgodnie z tą wiedzą, wykorzystując w pełni potencjał naszego stworzenia Hermanna Hessego (2 lipca 1877 – 9 sierpnia 1962) zgłębia w uduchowionej stuletniej refleksji zawartej w Motyle: refleksje, opowieści i werset (biblioteka publiczna).

Mając na uwadze nieśmiertelną linię Goethego, Hesse pisze:
Zadziwienie jest tam, gdzie się zaczyna i chociaż zadziwienie jest także tam, gdzie się kończy, nie jest to droga daremna. Niezależnie od tego, czy podziwiam skrawek mchu, kryształ, kwiat czy złoty chrząszcz, niebo pełne chmur, morze ze spokojnym, rozległym westchnieniem fal, czy skrzydło motyla z układem krystalicznych żeber, konturów i wibrującą ramką krawędzi, różnorodnymi napisami i ozdobami jego oznaczeń oraz nieskończonymi, słodkimi, zachwycająco inspirowanymi przejściami i odcieniami jego kolorów – kiedykolwiek doświadczam części natury, czy to oczami, czy innymi oczami pięć zmysłów, ilekroć czuję się wciągnięty, oczarowany, otwieram się na chwilę na jego istnienie i epifanie, właśnie ta chwila pozwala mi zapomnieć o chciwym, ślepym świecie ludzkich potrzeb i zamiast myśleć lub wydawać rozkazy, zamiast zdobywać lub wykorzystywać, walczyć lub organizować, wszystko, co robię w tej chwili, to „cud” jak Goethe i nie tylko to zdumienie ustanawia moje braterstwo z nim, innymi poetami i mędrcami, ale także czyni mnie bratem tych cudownych rzeczy, które widzę i doświadczam jako świat żywy: motyle i ćmy, chrząszcze, chmury, rzeki i góry, ponieważ wędrując ścieżką cudów, na chwilę uciekam ze świata oddzielenia i wkraczam w świat jedności.

Ale chociaż rodzimy się obudzeni i zdumieni, nasze uwarunkowania kulturowe i indoktrynacja – to, co nazywamy naszą edukacją – często nas tego uczą. Sto lat wcześniej naukowcy zaczęli badać działanie witalizujące psychologia i fizjologia zaklęćsto lat przed tym, jak nasza tak zwana edukacja w zakresie sztuk wyzwolonych stała się fabryczną hodowlą umysłu, Hesse ubolewa:
Nasze uniwersytety nie prowadzą nas najłatwiejszymi ścieżkami do mądrości… Zamiast uczyć poczucia zachwytu, uczą czegoś zupełnie przeciwnego: liczenia i mierzenia zamiast zachwytu, trzeźwości nad zaklęciem, sztywnego trzymania się rozproszonych pojedynczych części ponad pokrewieństwem zjednoczonym i całością. W końcu nie są to szkoły mądrości, ale szkoły wiedzy, choć przyjmują za oczywiste to, czego nie mogą nauczyć – zdolność do doświadczenia, zdolność do wzruszenia, Goethowskie poczucie zadziwienia.
Uzupełnij o Nietzschego prawdziwą wartość edukacji oraz pionierski neurolog Charles Scott Sherrington zastanawiać się nad naszym duchowym obowiązkiema następnie ponownie odwiedź Hesję mądrość wewnętrznego głosu, samotność i odwagę bycia sobąI w dniu, w którym odkrył sens życia w drzewie.
