
„Kochajmy ten dystans, który w całości utkany jest z przyjaźni, bo ci, którzy się nie kochają, nie są rozdzieleni” – napisała Simone Weil w swojej duchowej medytacji nad paradoks bliskości i separacji. Rozłąka z ukochaną osobą – w przestrzeni lub w ciszy, z wyboru lub z powodu okoliczności – jest wyjątkowo niepokojącym doświadczeniem. Utrzymanie się przed poczuciem opuszczenia wymaga ogromnego wysiłku psychiki wiemy z badań fMRI że każde porzucenie jest doświadczane jako miniaturowa śmierć, ponieważ mózg rejestruje śmierć ukochanej osoby – ostateczne porzucenie – po prostu jako nagłą i niewytłumaczalną separację.

Możemy to nazwać ogromnym wysiłkiem wiara.
Żony wielorybników miały to samo, gdy ich mężowie wyruszali w niebezpieczne podróże trwające miesiące lub lata – wiarę, że czas i przypadek uśmiechną się do tego szczególnego, cennego życia dryfującego po wzburzonych wodach. Rodzice ją mają, gdy ich dziecko stawia pierwsze kroki, załatwia pierwsze sprawy, idzie do college’u – wiarę, że na wszystkich etapach rozwoju indywiduacji i separacji pozostanie nieprzerwana więź miłości. Przyjaciele i kochankowie mają to uczucie za każdym razem, gdy się żegnają – wiarę, że nie będzie to ostatni uścisk.
Ale nikt w historii świata nie miał większej wiary w obliczu rozłąki i niepewności niż pingwin.
Pingwiny łączą się w pary na całe życie i składają jedno jajo rocznie, które rodzice na zmianę wysiadują i karmią przez długi czas, podczas gdy każde z nich wyrusza do morza w poszukiwaniu pożywienia. Rozłąka może trwać miesiącami, podczas których głodujący rodzic chroniący jajo musi niezachwianie wierzyć w powrót partnera – bo jeśli oni również opuszczą żłobek i udają się w poszukiwaniu pożywienia, jajo zginie.
Niezwykły zasięg tej wiary i heroiczna cierpliwość, jakiej wymaga od pingwina, ożywają na stronach książki Podróż przez Antarktydę (biblioteka publiczna) — wynik współpracy ornitologa i działacza na rzecz ochrony przyrody Ronalda Lockleya oraz powieściopisarza Richarda Adamsa, którzy podróżowali razem po regionach polarnych dziesięć lat po napisaniu przez Adamsa wielokrotnie odrzucanego rękopisu, który stał się współczesną klasyką Statek wodny w dół.

Świętując pingwina cesarskiego jako „cud ewolucji Antarktyki” – jego sześciomiesięczne zaloty, ogromny marsz w pojedynkę do zapamiętanych miejsc wylęgu z dala od morza, jego oddane współrodzicielstwo – Adams pisze:
Na zamarzniętych terenach lęgowych nie ma dostępu do pożywienia. Morze stale się cofa – być może nawet na 200 km – w miarę jak zimowy lód rozciąga się na zewnątrz od Antarktydy.
Kiedy wreszcie w maju samica składa jedno duże (ok. 0,5 kg) jajo, panuje wielka ekscytacja i wzajemne „rozmowy”. Samiec z uwagą czeka na jego pojawienie się i zakrzywionym dziobem od razu zwija go nad nogami i w górę do swego rodzaju kieszeni między nogami, gdzie jest chroniony dużym płatem opierzonej skóry brzucha i ogrzewany w kontakcie z nagim, ukrytym miejscem lęgowym. Jeśli tego nie zrobi, jajko zamarznie w ciągu minuty. Wyczerpana wysiłkami i wygłodzona, straciła dużo na wadze podczas długiego postu związanego z kryciem i składaniem jaj, samica czołga się teraz w stronę morza, zjeżdżając na sankach po zboczach, a od czasu do czasu śpiąc wśród lodowych wzgórz.
Dotarcie na otwarte wody, gdzie zajmuje jej kilka dni, a nawet tygodni, zajmuje jej odbudowa tkanki tłuszczowej – długi okres odzyskiwania sił witalnych, zanim będzie mogła wrócić do odchowu po dwumiesięcznym okresie inkubacji. W tym czasie samce przeżywają, gromadząc się w solidnej tarczy zwanej żółwco pozwala im zmaksymalizować ciepłotę ciała i uchronić się przed porwaniem przez okrutne wichury polarne. Dopiero gdy samica powróci, aby przejąć obowiązki rodzicielskie, samiec, słaby i wygłodniały, będzie mógł wyruszyć w morze, aby odzyskać siły, przetrwawszy długą nieobecność partnerki, mając całkowitą wiarę w jej powrót.
Adams jest zdumiony tym niezrównanym aktem wiary:
Stoickie, heroiczne oddanie samca swoim obowiązkom inkubatora i pielęgniarki musi mieć wyjątkowy charakter, obejmujący niemal niewiarygodnie długi post w warunkach wystawienia na działanie intensywnego mrozu, który zabiłby większość innych żywych stworzeń. W końcu zostaje nagrodzony, gdy kolonia jest jeszcze bezsłoneczna w lipcu, przez powrót swojej partnerki, grubej i pełnej brzucha po długim pobycie wśród kryla i małych ryb. Miała jeszcze dłuższą drogę powrotną do kolonii, ponieważ lód wodny wciąż tworzy się daleko na morzu. Przylatuje zwykle kilka dni po urodzeniu pisklęcia, kiedy zgłodniałe zaczyna wychylać głowę w powietrze i skomleć o jedzenie. Samiec, dzięki niezwykłemu zapewnieniu natury, wytwarza wystarczającą ilość odżywczego płynu z żółci i wydzieliny żołądkowej, aby utrzymać niemowlę przy życiu do przybycia samicy.
W testamencie głos jako odcisk palca duszyAdams dodaje:
Kiedy samica wraca, woła i rozpoznaje swojego partnera po głosie. Jest to rodzaj ceremonii, która może zająć trochę czasu, ponieważ po dwóch miesiącach testudo i innych ruchów partner prawdopodobnie nie znajdzie się tam, gdzie go zostawiła pielęgnującego cenne jajo. Po zakończeniu ceremonii rozpoznawania głosu samica namawia partnera, aby oddał jej pisklę. W ciągu kilku sekund zostaje przeniesiona do jej torebki. Samiec z kolei może teraz swobodnie wybrać się na długi spacer do żerowisk oceanu… I tutaj znajdujemy kolejny niezwykły i niezwykły naturalny przepis: matka jest w stanie nie tylko żyć z tkanki tłuszczowej, ale także oszczędzać zawartość żołądka, aby zapewnić jej codzienną wystarczającą ilość pożywienia, aby pisklę mogło przetrwać do powrotu samca.
To, że pingwiny przetrwały dzięki aktowi wiary, odkąd 71 milionów lat temu po raz pierwszy oddzieliły się od albatrosów, jest nie tylko cudem ewolucji – obok tak nieprawdopodobnych i zdumiewających rzeczy, jak oko przegrzebka, okresowość cykadyI REM — ale żywym świadectwem cierpliwości jako strażnika miłości i motoru tego, co możliwe, modelu odmowy doświadczania nieobecności jako porzucenia, tej miniatury śmierci. Bo tylko miłość – jej wytrwałość, wiara w nią, nieskończoność kształtów, jakie może przybierać – sprawia, że życie jest bardziej uparte niż śmierć.