
z pozbądź się dławików i… dział
W styczniu 2011 r. mężczyzna na placu Tahrir trzymał odręcznie napisany napis: „Facebook: przeciwko każdemu niesprawiedliwemu”. Czternaście lat później niemal co do dnia Mark Zuckerberg zasiadł na honorowym miejscu na inauguracji Donalda Trumpa, przed nowym gabinetem. Dokładnie ta sama platforma. Radykalnie inny stosunek do władzy.
Ten kontrast jest punktem wyjścia dla artykułu, nad którym pracowałem przez ostatni miesiąc, opublikowanego wczoraj na Liberalism.org i badającego skrzyżowanie decentralizacji i demokracji: Enszytyfikacja, despotyfikacja i otwarty Internet. Próbuje wyjaśnić, w jaki sposób technologia internetowa, która, jak nam powiedziano, wyzwoli nas, jest obecnie wykorzystywana w ramach autorytarnego rozprawienia się z prawami i wolnościami oraz, co ważniejsze, dlaczego ten wynik prawdopodobnie był od początku wbudowany w architekturę.
Kluczowy argument opiera się na ujęciu Cory’ego Doctorowa na temat tego, jak scentralizowane systemy ulegają zasraniu – duże firmy przejmują kontrolę nad wąskimi gardłami, aby wydobyć z użytkowników coraz większą wartość – ale rozszerza go, aby pokazać, w jaki sposób te same wąskie gardła stają się również celem manipulacji politycznej. Pokazuje również, że wybory infrastrukturalne są dalekie od neutralności – kształtują zachęty decydujące o tym, kto zdobędzie władzę:
Zmieniło się to, że podstawowe bodźce tej scentralizowanej architektury miały czas, aby zadziałać. Scentralizowane systemy tworzą wąskie gardła. Przewężenia, gdy już istnieją, przyciągają wszystkich, którzy chcą je wyeliminować: firmy chcące wydobyć większą wartość od użytkowników, rządy chcące wymusić na firmach przestrzeganie zasad oraz ruchy polityczne chcące wydobyć wpływy z obu stron. W 2011 roku Facebook nie zdawał sobie jeszcze sprawy, jak lukratywne będą te wąskie gardła ani jak duży wpływ będą oferować potężnym.
Do 2025 roku wszyscy już to zrozumieli.
To jest część, którą pomija większość debat na temat technologii i demokracji. Prawdziwe pytanie brzmi, czy leżąca u podstaw architektura tworzy zachęty, które koncentrują władzę, czy też ją dystrybuują. Nie chodzi o to, czy technologia jest z natury dobra, czy zła, wyzwalająca czy opresyjna. Architektura kształtuje zachęty; zachęty kształtują wyniki. A kiedy już zbudujesz wąskie gardło, próby jego przejęcia będą nieubłagane, ponieważ zysk dla tego, kto go kontroluje, będzie stale rósł.
To połowa argumentu Doktorowa – enshittyfikacja, podręcznik korporacyjnej ekstrakcji. Ale artykuł rozszerza go na terytorium, którego Doctorow nie wymienił: despotyfikację, polityczny odpowiednik, gdzie te same wąskie gardła, które umożliwiają korporacyjną ekstrakcję, umożliwiają również autorytarną kontrolę:
Problem systemów scentralizowanych polega na tym, że stwarzają one nieodpartą pokusę kontroli i wyzysku. Użytkownicy, którzy wcześnie odnaleźli wartość, czują, że utknęli: mogą odejść, ale oznacza to porzucenie społeczności. Ten brak łatwego wyjścia powoduje zamknięcie, a zamknięcie umożliwia enshittyfikację.
Te same wąskie gardła, które pozwalają firmom wydobywać wartość, pozwalają także rządom wydobywać władzę. Ci, którzy chcą kontroli, przeszukują stos sieci w poszukiwaniu dźwigni, a scentralizowani dostawcy ją koncentrują.
Nazwijmy to despotyfikacją: polityczny odpowiednik enszittyfikacji, w którym te same wąskie gardła są wykorzystywane do wymuszania zgodności z platformami i ostatecznie do przejęcia kontroli nad tym, co ludzie mogą powiedzieć i usłyszeć.
Pokusa rządzących, by przekręcić gałki według własnych upodobań, stała się nie do odparcia. Przybierało to różne formy: X postów obniżających ranking z linkami do stron zewnętrznych, Amazon wybierający, które produkty mają być wyświetlane jako promowane wyniki, Instagram wybierający, które treści zasługują na wysłanie do Ciebie jako powiadomienie przypomnienia, Substack wybierający, które biuletyny mają Ci sugerować. Każdy z tych wyborów można dostosować w sposób zapewniający większe wykorzystanie, zaangażowanie i przychody, niekoniecznie w interesie użytkowników.
Ale artykuł nie tylko diagnozuje problem – twierdzi, że nic z tego nie jest nieuniknione. Tak jak demokracja wymaga aktywnej obrony, tak i prawdziwie zdecentralizowany Internet:
Decentralizacja, podobnie jak sama demokracja, jest czymś, o co musimy walczyć. W przypadku braku celowego wysiłku domyślna trajektoria zmierza w stronę centralizacji, ponieważ centralizacja jest wygodna, a wygoda zwycięża na krótką metę.
Oznacza to, że zdecentralizowane alternatywy muszą być naprawdę lepsze, a nie tylko filozoficznie czystsze. Scentralizowane platformy wygrały ostatnią rundę, ponieważ usunęły tarcie. Nie prosili użytkowników o zarządzanie plikami konfiguracyjnymi ani o zrozumienie topologii sieci — powiedzieli „kliknij tutaj i to działa” i większość ludzi zgodziła się z tym rozwiązaniem. Każdy zdecentralizowany następca, który wymaga od użytkowników zostania własnymi administratorami systemu, straci w ten sam sposób, w jaki utraciła ostatnią generację otwartych protokołów.
Różnica polega teraz na tym, że jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek zdecentralizowanych systemów, które są w rzeczywistości wygodniejsze i dają większe możliwości, w których doświadczenie użytkownika jest konkurencyjne w stosunku do scentralizowanych operatorów zasiedziałych, a korzyści demokratyczne są raczej wbudowane niż przykręcane. Celem jest zbudowanie systemów, w których te dwie rzeczy zmierzają w tym samym kierunku.
Jest o wiele więcej cały kawałekw tym część o tym, jak ta sama logika wąskich gardeł jest już osadzona w infrastrukturze tego, co będzie dalej – i dlaczego decyzje dotyczące architektury podejmowane właśnie teraz będą miały takie samo znaczenie, jak wszystko, co wydarzyło się w mediach społecznościowych.
Zapisano pod: centralizacja, wąskie gardła, decentralizacja, demokracja, despotyzacja, enszityfikacja