Jeśli jeszcze nie subskrybujesz mojego Podstawatutaj podchodzę do tematu bardziej osobiście — piszę od serca o dbaniu o siebie, macierzyństwie, dobrym zdrowiu i wszystkim pomiędzy. Mojej społeczności spodobał się ten post, dlatego chciałem podzielić się z Wami jego fragmentem.
Przez dwa lata pierwszą rzeczą, którą robiłem każdego ranka, było sprawdzanie statystyk pierścienia Oura. Leżałbym w ciemności, czytając etapy snu jak Pismo Święte. Moje wyniki HRV i gotowości powiedziały mi, jak powinienem się czuć – jeśli liczby były dobre, oznaczało to pozwolenie na dobre samopoczucie. A gdyby tak nie było, popadłabym w dodatkowy stres, ponieważ (według mojego pierścienia) najwyraźniej już byłam zestresowana.
Wykonałabym moją wieloetapową pielęgnację skóry, ćwiczyła zgodnie z moim cyklem i z bólem serca przetrwała pierwszą część poranka bez kawy, bo Andrew Huberman powiedział, że podnosi ona poziom kortyzolu. Według wszelkich standardów moja rutyna wellness była zamknięta. I czułem się… dobrze (choć często zmęczony).
Ale oto, czego nie czułem: Wolny. Żywy. W moim ciele, w domu.
I jeśli mam być całkowicie szczery, przez lata po cichu walczyłem z własnymi pragnieniami. Ograniczanie tego, co jadłem w imię zdrowia. (Bądźmy szczerzy: także w imię dopasowania się do dżinsów określonego rozmiaru.) Powodem, dla którego pominęłam koszyk z chlebem, nie było to, że go nie chciałam. To dlatego, że myślałem, że ja nie powinien mieć to. Jest różnica i gdzieś po drodze zgubiłem fabułę.
Pochłaniałam poradniki i podcasty o tematyce wellness, bo w głębi duszy wiedziałam, że coś trzeba zmienić. Po prostu jeszcze nie wiedziałam, co to jest.
Zeszłego lata byliśmy na naszej ulubionej plaży w Malibu w pochmurny i nieco chłodny dzień – taki dzień, w którym negocjujesz sam ze sobą, czy naprawdę liczy się jako dzień na plaży, jeśli nie wejdziesz do wody. Adam z dziećmi już brodził, a ja usiadłam na ręczniku w bluzie z książką, całkowicie zadowolona, że tam jestem.
„Mamo, wejdź!!”
Czytałem dalej, ale mój umysł był na wpół rozproszony przez dokuczliwe poczucie, że przegapiłem tę chwilę. W końcu zdjąłem bluzę, poczułem już gęsią skórkę i pobiegłem prosto w fale, zanim zdążyłem pomyśleć dwa razy. Zimno wstrząsnęło mną do głębi. Zanurkowałem prosto pod falę, a następnie spędziłem następne dwadzieścia minut skacząc, nurkując i drżąc razem z moją rodziną. Przez dwa lata zaczynałem prawie każdego ranka od przeglądania statystyk mojej Oury i czekania, aż powie mi, jak się czuję. Zanim jeszcze wstałam z łóżka, sprawdziłam swój sen, regenerację i poziom stresu. Dobry wynik uspokoił mnie. Rozczarowujący może ubarwić cały dzień, zanim tak naprawdę się zaczął.
Następnie przystąpiłem do starannie opracowanego programu: pielęgnacja skóry, suplementy, kawa w strategicznym czasie i treningi wybrane zgodnie z tym, co rzekomo robi moje ciało. Spożywałem wystarczająco dużo treści wellness, aby dokładnie wiedzieć, co powinienem jeść, kiedy powinienem ćwiczyć i jak mogę poprawić prawie każdą część siebie.
Według większości standardów wszystko robiłem dobrze.
Ale nie czułem się pełen energii ani głęboko związany ze swoim życiem. Przede wszystkim miałem wrażenie, że ciągle sobie radzę.
Ten sam sposób myślenia znalazł zastosowanie w jedzeniu. Nauczyłam się ignorować pewne zachcianki, przekazywać rzeczy, których naprawdę pragnęłam, i nazywać to dyscypliną. Z zewnątrz wyglądało to zdrowo, ale pod spodem skrywała się rosnąca niezdolność do zaufania własnemu ciału bez uprzedniego skonsultowania się z regułą, miernikiem lub ekspertem.
To popołudnie zwróciło uwagę na coś: może dobre samopoczucie nie miało polegać na kontrolowaniu każdej zmiennej. Być może miało to pomóc nam pełniej uczestniczyć w naszym życiu.
Od tego czasu eksperymentuję z ok wolniejszy sposób życia. Nie slow life jako kolejna estetyka lub zbiór zasad, ale jako praktyka skupiania uwagi – spania, kiedy potrzebuję snu, poruszania się w sposób, który dodaje mi energii, jedzenia tego, co naprawdę mnie satysfakcjonuje i kwestionowania tego, ile faktycznie potrzebuję wkładu. Nadal interesuje mnie dbanie o siebie, ale mniej interesuje mnie przekształcanie tej opieki w kolejny projekt samodoskonalenia.
Dla mnie an odłączony lato nie oznacza całkowitej rezygnacji z technologii. Oznacza to stworzenie wystarczającej przestrzeni, aby ponownie usłyszeć własne myśli i powrót do prostoty letnie rytuały które sprawiają, że czuję się obecny: kawa na zewnątrz, pływanie bez sprawdzania czasu, kolacja, która zostaje na dłużej, wieczorny spacer bez telefonu.
Gdy zbliża się koniec lata, myślę o tym, co to znaczy cieszyć się porą roku bez wywierania na siebie presji, aby ją maksymalnie wykorzystać. Mniej optymalizacji. Więcej zauważania. Więcej chwil, które sprawiają, że czuję się obecny, połączony i w pełni żywy.
W pełnym poście udostępniam:
- Zasady dobrego samopoczucia, których przestałem przestrzegać – i co się zmieniło, kiedy to zrobiłem
- Co się stało, gdy przestałem ograniczać jedzenie i zaufałem swoim pragnieniom
- Prostsza pielęgnacja skóry, która dała mi lepsze rezultaty
- Jak sprawiłem, że ruch wydawał się energetyzujący, a nie obowiązkowy
- Suplementy, które faktycznie biorę i te, których przestałem kupować
Odblokuj cały post na Substack — i skorzystaj z letnich rytuałów, które pomogą mi zamienić ciągłą optymalizację na życie, które sprawia wrażenie pełniej przeżywanego.