
Legendarny rosyjski pisarz Fiodor Dostojewski (11 listopada 1821 – 9 lutego 1881) jest najbardziej znany jako jeden z tytanów historii literatury, ale był także genialnym przedsiębiorcą i pionierem samodzielnego wydawania książek. Pod patronatem jego przedsiębiorcza żona AnnaDostojewski przezwyciężył swoje wyniszczające uzależnienie od hazardu i został pierwszym w Rosji autorem, który samodzielnie publikował. Ale to było wydanie Dziennik pisarza (biblioteka publiczna) — ten sam zbiór jego literatury faktu i beletrystyki, który dostarczył nam pamiętnych wspomnień Dostojewskiego jak odkrył sens życia we śnie — dzięki temu stał się marką narodową.
W lutym 1876 roku, zastanawiając się nad jednomyślnym przyjęciem, z jakim przyjęto pierwszy tom pisma, 55-letni Dostojewski zastanawia się paradoks podobania się ludziom i pisze w tym samym dzienniku, nad którego sukcesem się zastanawia:
Interesuje mnie tylko pytanie: czy to dobrze, czy nie, że wszystkich zadowoliłem?

Stąd, pod nagłówkiem „O tym, że wszyscy jesteśmy dobrymi ludźmi”, rozpoczyna wyśmienitą dyskusję na temat naszej najgłębszej dobroci, emanującej głęboką wiarą w ludzkiego ducha – tym bardziej imponującą biorąc pod uwagę to, co przeżył sam Dostojewski – i przekonanie, że jesteśmy z natury dobrzy pomimo zła, które czasami wkładamy jak źle dopasowany garnitur, aby zaimponować, naśladując tych, których bierzemy za imponujących.
Sto lat przed pamiętnym zaproszeniem Izaaka Asimowa do optymizm zamiast cynizmu w sprawie ludzkiego duchaDostojewski pisze:
Wszyscy jesteśmy dobrymi ludźmi – oczywiście z wyjątkiem tych złych. Jednak mimochodem zaobserwuję, że być może wśród nas nie ma wcale złych ludzi, a może są tylko nieszczęśni. Ale nie dorośliśmy do bycia złymi. Nie kpij ze mnie, ale pomyśl: doszliśmy w przeszłości do takiego punktu, że z powodu braku własnych złych ludzi (powtarzam: pomimo obfitości wszelkiego rodzaju nieszczęśników) byliśmy gotowi na przykład bardzo wysoko cenić różnych złych ludzi występujących wśród naszych bohaterów literackich, przeważnie zapożyczonych ze źródeł zagranicznych. Nie tylko je ceniliśmy, ale niewolniczo staraliśmy się ich naśladować w prawdziwym życiu; kopiowaliśmy i pod tym względem byliśmy gotowi wyskoczyć ze skóry.
Chociaż znaczna część dyskusji Dostojewskiego na temat takiego błędnego naśladownictwa odnosi się do tego konkretnego momentu w historii kultury Rosji, stanowi ona szersze przypomnienie, że zapożyczanie Pamiętne słowa Eleanor Roosevelt„przejmując standardy i wartości kogoś innego… rezygnujesz ze swojej własnej integralności [and] stań się, w stopniu, w jakim się poddałeś, mniej człowiekiem. W uwadze szczególnie przejmującej w kontekście niespokojnego współczesnego klimatu obywatelskiego w Rosji Dostojewski rozważa pokusę naśladowania takich złoczyńców:
Ceniliśmy i szanowaliśmy tych złych ludzi… wyłącznie ze względu na fakt, że wyglądali na ludzi solidny nienawiść w przeciwieństwie do nas, Rosjan, którzy, jak wiadomo, jesteśmy ludźmi o bardzo kruchej nienawiści i tą naszą cechą zawsze szczególnie gardziliśmy. Rosjanie nie potrafią długo i poważnie nienawidzić, i to nie tylko ludzi, ale i wad – ciemności ignorancji, despotyzmu, obskurantyzmu i całej reszty tych wstecznych rzeczy. Przy pierwszej okazji szybko i chętnie zawrzemy pokój… Proszę się zastanowić: dlaczego mielibyśmy się nienawidzić? Za złe uczynki? — Ale to temat bardzo śliski, drażliwy i najbardziej niesprawiedliwy, jednym słowem obosieczny… Walka to walka, ale miłość to miłość… Walczymy przede wszystkim i tylko dlatego, że teraz nie jest już czas na teorie, na dziennikarskie potyczki, ale czas na pracę i praktyczne decyzje.
Zauważając, że naród rosyjski musi dojść do siebie po „dwóch wiekach braku nawyku pracy”, artykułuje bardziej powszechną i godną pożałowania ludzką tendencję do odwracania uwagi od niepewności poprzez atak:
Im bardziej ktoś czuje się niekompetentny, tym bardziej jest chętny do walki.
A jednak Dostojewski podchodzi do problemu z głębokim współczuciem, a nie z surowym osądem:
A co, jeśli mogę zapytać, czy jest w tym coś złego? — Tylko, że to jest wzruszające — i nic więcej. Spójrz na dzieci: walczą dokładnie w tym wieku, w którym nie nauczyły się jeszcze wyrażać swoich myśli – dokładnie tak samo. Cóż, nie ma w tym absolutnie nic zniechęcającego; wręcz przeciwnie, świadczy to jedynie w pewnym stopniu o naszej świeżości i, że tak powiem, o naszym dziewictwie.

Obserwuje, jak ta tendencja przejawia się w jego własnym rzemiośle – coś niewątpliwie wzmocnionego dzisiaj, kiedy krytyka jest nie tylko profesjonalizowana, ale także sensacyjna dla zysku przez kompleks przemysłowo-przemysłowy mediów komercyjnych:
W literaturze z powodu braku idei ludzie karcą się nawzajem, używając wszystkich inwektywów na raz; jest to metoda niemożliwa i naiwna, obserwowana jedynie wśród ludów prymitywnych; ale Bóg jeden wie, że nawet w tym jest coś niemal wzruszającego: właśnie ten brak doświadczenia, ta dziecięca niekompetencja, nawet w odpowiednim karaniu.
Ale pod tą defensywną niepewnością i cynizmem, argumentuje Dostojewski, kryje się głębsza i najgorętsza tęsknota za dobrem:
Wcale nie żartuję; Nie drwię: wśród nas panuje powszechne, uczciwe i pogodne oczekiwanie dobra (tak jest, niezależnie od tego, co ktoś by powiedział inaczej); tęsknotę za wspólną pracą i wspólnym dobrem, a to – wyprzedzając wszelki egoizm; to tęsknota jak najbardziej naiwna, pełna wiary, pozbawiona zabarwienia ekskluzywnego czy kastowego, a nawet jeśli pojawia się w marnych i rzadkich przejawach, to jako coś niezauważalnego, czym wszyscy pogardzają… A dlaczego mamy szukać „solidnej nienawiści”? — W uczciwość i szczerość naszego społeczeństwa nie tylko nie można wątpić, ale nawet rzucają się one w oczy. Przyjrzyj się uważnie, a zobaczysz, że… najpierw przychodzi wiara w ideę, w ideał, potem zaś w dobra ziemskie.
Naszym obowiązkiem, jako istot ludzkich, sugeruje Dostojewski, jest spoglądanie poza powierzchowne niepewności, które popychają ludzi do rzucania się i szukania głębszych tęsknot, wstrzymując lustro dla najwyższych ideałów innych, zamiast wytykać obłudnemu palcem najmniejsze wady drugiego:
Prawdziwy przyjaciel ludzkości, którego serce choć raz zadrżało ze współczucia z powodu cierpień ludzi, zrozumie i wybaczy cały nieprzebyty aluwialny brud, w którym są zanurzeni, i będzie mógł odkryć diamenty w tym brudzie.
Nalega, aby narodowi rosyjskiemu okazano takie współczucie, ale w jego słowach można znaleźć trwały argument przemawiający za wszystkimi grupami pozbawionymi praw wyborczych i surowo ocenianymi społecznościami:
Sędzia [the people] nie przez te nikczemności, które często popełniają, ale przez te wielkie i święte rzeczy, za którymi tęsknią pośród samych nikczemności. Poza tym naród nie składa się wyłącznie ze łajdaków; są też prawdziwi święci — i to jakich świętych! One same są promienne i oświetlają ścieżkę dla nas wszystkich!
Ponad sto lat przed zdemaskowaniem współczesnej psychologii twórcza gimnastyka umysłu polegająca na racjonalizacji naszych złych uczynkówDostojewski tak mówi o niebezpieczeństwach takiej racjonalizacji:
Jakoś jestem ślepo przekonany, że nie ma wśród narodu rosyjskiego takiego złoczyńcy czy łajdaka, który by nie przyznał się, że jest nikczemny i obrzydliwy, podczas gdy m.in. zdarza się czasem, że ktoś popełnia zło i chwali się za to, wynosząc swoje zło do poziomu zasady i twierdząc, że zamówienie a światło cywilizacji wyraża się właśnie w tej obrzydliwości; nieszczęśnik kończy wierząc w to szczerze, ślepo i szczerze.
Z ironicznym zastrzeżeniem, że „mówi tylko o ludziach poważnych i szczerych”, Dostojewski powtarza swój apel leżący w samym sercu jego wiary:
Sędzia [people] nie przez to, kim są, ale przez to, czym starają się stać.
Wszystkie Dziennik pisarza jest skarbnicą wielkiej wrażliwości Dostojewskiego na ludzkie doświadczenie i jego nieprzemijającej mądrości na temat literatury i życia. Uzupełnij go dziełami Tołstoja i Gandhiego mało znane listy o tym, dlaczego się ranimy i Kierkegaard dalej dlaczego hejterzy nienawidzą.