
„Co tchnie ogień w równania i tworzy wszechświat, który można opisać?” Zastanawiał się Stephen Hawking, uznając donkiszotowski charakter swoich poszukiwań teorii wszystkiego – pełnego i ostatecznego wyjaśnienia wszechświata, wszechświata urzeczywistnionego jedynie w umyśle.
Mniej więcej w tym samym czasie, na innym lądzie, obserwując zięby przyczepiające się do kołyszących się na wietrze gałęzi, naukowiec równie oryginalny i nieubłagany w swoich poszukiwaniach zastanawiał się nad „wewnętrznymi płomieniami, które podsycają te kosmyki piór i kości”, uznając, że każdy umysł sam w sobie jest wszechświatem, że wewnątrz każdej czaszki, nawet najmniejszej, znajduje się miejsce czarne i niezgłębione jak czysta czasoprzestrzeń, mieszczące umwelt, o którym zewnętrzny obserwator może mieć tylko niepełną teorię.
Przez wielu uważany za najskuteczniejszego działacza na rzecz ochrony przyrody ubiegłego stulecia, George Schaller — pierwszy badacz, który przechadzał się bez broni wśród dzikich goryli i został nagrodzony niespotykanym dotąd wglądem w ich wszechświat, pierwszy, który zrobił zdjęcie nieuchwytnej pantery śnieżnej, rygorystyczny i wrażliwy biograf życia gatunków tak różnorodnych, jak lew afrykański i antylopa tybetańska, a teraz sam jest bohaterem rygorystycznej i wrażliwej biografii Miriam Horn Tęsknota za nieznanym światem (biblioteka publiczna) — spędził większą część swoich dni w dzikich miejscach, gdzie „czasami osiada się po prostu dla przetrwania”, ugryziony, pokryty pęcherzami i poparzony, często nawiedzany przez poczucie „strasznej samotności” i „całkowitej nicości”, a mimo to zdeterminowany, aby zwyciężyć pasożyty, biurokratów i uzbrojonych buntowników, aby przybliżyć nas nieco do nieprzemijającej tajemnicy tej nieosiągalnej inności zamieszkującej każdą świadomość, każde sensorium, każde zwierzęce ciało nerwowe historią jego siedliska i zwyczaje.
Z jego życia wyłania się niepokojąca, odkupieńcza wskazówka, że wszystkie pytania „dlaczego” naszej teologii i filozofii są przyćmione przez jedno, jakże wyrafinowane aż do objawienia na osełce obserwacji i interpretacji, którą nazywamy nauką; że najciekawszym pytaniem dotyczącym życia nie jest to, dlaczego ono istnieje, ale jak jest spójne, jak śpiewa, jak to jest żyć – na pytanie, na które można odpowiedzieć jedynie poprzez to, co Horn nazywa „trwałą intymnością” z drugim człowiekiem za pośrednictwem naszych własnych zwierzęcych ciał, na które można odpowiedzieć jedynie „chęcią wyznania zdumienia”.
Ze wszystkich zaskakujących stworzeń, do których wszechświatów wkroczył Schaller ze swoją pochodnią myśli i czułości, żadna nie była większą tajemnicą niż panda wielka – a tym bardziej dlatego, że została tak szalenie pokazana na Disneyu i wrzucona na Instagram jako pluszowa zabawka dla współczesnego umysłu, pozbawiona swojej kreatywnej rzeczywistości, tym bardziej nieznana ze względu na jej voyerystyczne uprzedmiotowienie.

Urodzone wyjątkowo bezbronne – różowa garść bezwłosego ciała, jedna dziewięćsetna wagi, do której urosną, całkowicie zależne od matki, która musi nieprzerwanie nosić niemowlę w ustach lub łapie, aż urosnie do czegoś, co Schaller określił jako „worek fasoli w kolorze pandy z nogami” – pandy, nawet w swoim dorosłym gigantyzmie, pozostają jednym z najbardziej bezbronnych stworzeń na naszej planecie, które ewolucja doświadczyły okrutnej ręki, wysiedlone i zniewolone w naszych własnych rękach. Schaller dostrzegł, że potrzebna jest nie tylko lepsza nauka, ale przywrócenie godności tym stworzeniom poprzez spotkanie z nimi z ciekawością i empatią, na ich własnych warunkach – nie jako symbol, nie jako zabawka, ale jako żywa tajemnica posiadająca własne zmysły i umwelat.
Kontekstualizując obcy świat, do którego wkroczył, rozpoczynając pracę z pandą wielką, Horn pisze:
Dzika panda… nie ogłasza swojej obecności jak goryle w dużych, hałaśliwych rodzinach, ani nie wędruje jak tygrys. Zamiast tego pozostaje przeważnie sam i przeważnie nieruchomy, w świecie, który wydaje się zaprojektowany, aby go ukryć: dookoła bambusowych ekranów, które stają się jeszcze bardziej nieprzejrzyste przez niemal ciągłe mgły i deszcze. Siedzi tam i spokojnie je, dzień i noc. Musi, ponieważ w jednym z bardziej niezdarnych zwrotów ewolucji stał się całkowicie zależny od pożywienia, które ledwo jest w stanie strawić. Chociaż panda jest najczystszym roślinożercą i je tylko bambus, nadal ma wnętrzności swoich mięsożernych przodków. Bez wewnętrznej kadzi fermentacyjnej i symbiotycznych drobnoustrojów, które umożliwiają krowom, żyrafom i innym zjadaczom trawy i liści dostęp do składników odżywczych zawartych w celulozie i ligninie, panda może przyswoić zaledwie 17 procent zjadanego bambusa. Nie jest w stanie zgromadzić wystarczającej ilości tłuszczu, aby zapaść w sen zimowy lub nawet spać całą noc, ale może przetrwać (podobnie jak orbitujący ludzie w WALL-E) jedynie łącząc obżarstwo z lenistwem.
Horn zauważa, że cechy, które najbardziej ujmujemy u pand – te cechy, które najbardziej symbolizują ich utowarowioną słodycz – są ewolucyjną konsekwencją tego metabolicznego nakazu:
Ich słodka, szeroka głowa stanowi silną kotwicę dla szczęk wystarczająco potężnych, aby łamać, obrywać, miażdżyć i miażdżyć zdrewniałe łodygi. Ich rolowane ciało służy za dużą beczkę z bambusem: George obliczył, że jego ulubiona panda zjadała średnio osiemdziesiąt pięć funtów dziennie, czyli połowę jej masy ciała. Ich słynny pseudokciuk, czyli wydłużona kość nadgarstka, pozwala im chwycić i przytrzymać nawet najcieńszą łodygę, a także jeść z wyjątkową wydajnością. Kiedy George liczył, jeden duży samiec ugryzł 3481 łodyg, rytmicznie wkładając każdą do kącika ust jak ołówek do temperówki, rozbijając ją na kawałki w stylu Królika Bugsa i sięgając po następną, zanim ostatnia została połknięta. Większość przechodzi od razu: Schaller ważył jeden stos odchodów i ważył siedemnaście funtów.
Pobierając tak skromną energię, pandy muszą wydawać równie mało. Większość z nich ledwo rusza się w ciągu jednego dnia, pokonując nie dalej niż kilkaset metrów. Podobnie jak cesarze rzymscy, jedzą w pozycji pochylonej lub leżącej; George patrzył, jak jeden leży na plecach i tylnymi łapami zagina łodygi w kierunku ust, oszczędzając obie przednie łapy do odgarniania liści. Nie budują łóżek, ich pluszowe ciała służą zarówno jako materac, jak i kołdra. Nieraz George widział, jak zaspokojona panda nagle przewraca się na bok lub na brzuch niczym pokręcona zabawka, szybko zasypia, a następnie budzi się jak Kubuś Puchatek: podnosi ręce nad głowę, aby ziewnąć, ociera się tyłem o drzewo, a nawet (po nakarmieniu) liże do czysta puszystą łapkę. Jednak mimo całej tej uroczości były najbardziej samotnym zwierzęciem, jakie George kiedykolwiek znał.

Jednak pomimo tego, jak uważnie i cierpliwie obserwował pandy, Schaller poczuł zimną krawędź ich odmienności. „Jej istota wymyka mi się” – napisał po niezliczonych godzinach obserwacji konkretnej kobiety, którą uważał za „kompletną w sobie… ostateczną i z góry przeznaczoną”, stwierdzając, że jest „beznadziejnie oddzielony ogromną przestrzenią”. Epoka po Keplerze wynalazł fantastykę naukową w swojej pomysłowej przypowieści o życiu w innych światach Schaller sięgnął do najstarszych form opowiadania historii, aby wyobrazić sobie życie w innych światach – wewnętrznym świecie pandy – w przypowieści, która porusza poruszającym przypomnieniem, jak obce są sobie formy życia na tej planecie. Sięgając przez ogromną przestrzeń, przekazał głos pandy ostrzegający przed jej własną niepoznawalnością:
Nie możesz podzielić mnie na… fragmenty istnienia… Jestem, jak każda inna istota, nieskończona w złożoności, niepodzielna. [Even] czas nie jest taki sam dla wszystkich żywych istot. Ta jodła żyje wolniej niż ty, a ja szybciej… Niektórzy z Was… uważają, że język jest niezbędny, zanim można myśleć, i to czyni mnie i wszystkich innych – z wyjątkiem ciebie – niemyślącymi stworzeniami. Co za bzdury!… Myślę głównie zapachami… Od czasu do czasu zapomnij o nauce.
Uznając, że inne stworzenia możemy zawsze postrzegać tylko w taki sposób, w jaki postrzegamy siebie nawzajem – we fragmentarycznych przebłyskach odległej rzeczywistości, połączonych w spójny obraz cienkimi nitkami teorii i spekulacji – Schaller dodał naglącym głosem swojej przypowieści-pandy:
Spójrzcie na siebie. Wasze sposoby myślenia znacznie się od siebie różnią, a mimo to należycie do tego samego gatunku.
Odsłaniając wątek osnowy nauki, napisał:
To, co obserwujemy, nie jest samą naturą, ale naturą wystawiona na działanie naszej metody kwestionowania.
W sentymentalnej części Emily Dickinson, częściowo Wittgensteina, częściowo Zen kaona uchwycił główną tajemnicę żywotności:
Panda jest odpowiedzią. Ale jakie jest pytanie?

Uzupełnij ten fragment całkowicie wspaniałym Tęsknota za nieznanym światem ze smakiem, pysznym i niekompletnym, of jak to jest być orką, jak to jest być sowąI jak to jest być sokołem.
