
Wydaje się, że wszyscy mają inną zasadę co do tego, jak długo powinno ci przejść.
Psycholog rozwojowy i najlepiej sprzedający się autor To ja pozwalam ci odejśćHeidi Priebe, wpuszcza nas najtrudniejszą częścią puszczania miłości.
Jeśli to związek, mówią ci o połowę długości. Jeśli jest to strata, mówią ci około roku – na tyle długa, aby przejść przez każdą specjalną okazję, gdy jesteś przyzwyczajony do ich u boku.
Używamy języka takiego jak „poruszanie się” i „odpuszczanie”, jakby były one tak proste, jak zamknięcie drzwi i fizyczne odejście. Uczepiamy palców i upuszczamy wszystko, co trzymamy – puszcza się, prawda? To wszystko, czego potrzeba?
Nie sądzę, że doświadczyłem jednej straty w moim życiu, którą doszedłem w ramach czasowych, które wydaje się być przeznaczone przez społeczeństwo jako „akceptowalne”. I podejrzewam, że nie jestem tam sam. Puść do puszczenia ludzkiej natury. Jesteśmy, u podstaw stworzeń terytorialnych. Walczymy, aby trzymać się tego, co kochamy. Poddanie się nie jest w żaden sposób instynktowne.
Jeśli jest coś, o czym chciałbym porozmawiać więcej, jest to między innymi etapy pozwalania komuś odejść. Ponieważ nikt nie puszcza w jednej chwili. Puściłeś raz. A potem znowu wypuściłeś. A potem raz po raz.
Pozwalasz komuś odejść w sklepie spożywczym, gdy jego ulubiony rodzaj zupy jest w sprzedaży, i nie kupujesz jej. Pozwalasz im odejść ponownie, kiedy sprzątasz łazienkę i musisz wyrzucić butelkę do mycia ciała, która pachnie jak oni. Pozwalasz im odejść tej nocy w barze, kiedy wracasz do domu z kimś innym, lub pozwalasz im odejść co roku w rocznicę dnia, w którym je straciłeś.
Czasami będziesz musiał pozwolić jednej osobie odejść tysiąc różnych razy, tysiąc różnych sposobów i nie ma w tym nic żałosnego ani nienormalnego. Jesteś człowiekiem. I nie zawsze jest to takie proste, jak podjęcie jednej decyzji i nigdy nie oglądanie się za siebie.
Poruszanie się nie zawsze chodzi o przyspieszenie entuzjastycznie do przodu tak bardzo, że chodzi o jedną stopę na gazie, a drugą na hamulcach – z kolei powiązanie i przyspieszenie.
Nie jesteś niepowodzeniem, aby dostać się do niesamowitego miejsca i wciąż czujesz, że brakuje części siebie, gdy tam dotrzesz. Nie jesteś żałobny podczas rosnącego. Złe rzeczy nie znikają w mgnieniu oka, a dobre rzeczy nie pojawiają się bez ponownego powstrzymania co najmniej odrobiny uszkodzeń ubocznych. Wszystko wymaga czasu. I to powinno.
Prawda jest taka, że nikt z nas nie chce myśleć o sobie jako o toku. Chcemy, aby wszystko stało się natychmiast: zakochanie się, porzucanie z tego, porzucając to, co wiemy, że powinniśmy odejść w przeszłości i przejść do wszystkiego, co będzie dalej.
Nienawidzimy pomiędzy przestrzeniami-czasów, w których jesteśmy w porządku, ale jeszcze nie do końca. Okresy, w których podejrzewamy, że wzrost się dzieje, ale nie mają na to nic do pokazania. Dni, w których wszystko wydaje się, jakby się układa, a jednak wciąż wracamy do domu i płaczemy do naszej poduszki, ponieważ nie ma nikogo, z czym można podzielić się naszym szczęściem.
Jeśli sukces jest schodami, wiecznie robimy dwa kroki do przodu i jeden krok do tyłu, i to jest w porządku. W ten sposób trzymamy się. Tak powstrzymujemy się od dmuchania całego shebang.
Musimy być cierpliwi wobec siebie, gdy poruszamy się przez części pomiędzy tym, gdzie byliśmy i dokąd zmierzamy. Musimy raczej motywować przepaść, a nie zniechęcać nas. Można jeszcze tam nie być. W porządku nie jest pewnego każdego kroku, który robisz naprzód.
Nie mówimy o tym, jak poruszanie się czasami czuje się, jakbyśmy walczyli z każdą częścią naszych najbardziej podstawowych instynktów, ale powinniśmy. Powinniśmy mówić o tym, jak wzrost jest często tak samo bolesny, jak piękny.
Ponieważ wzrost i odpuszczenie są tak złożone, że często widzimy tylko jeden lub drugi. Zapominamy, że mogą istnieć obok siebie – unieważniając stare, jednocześnie wpuszczając nowy. Zapominamy, że mamy możliwość robienia dokładnie tego samego. I że jeśli tylko przestalibyśmy się nad tym bić, moglibyśmy zdać sobie sprawę, jak daleko zaszliśmy.