
W kącie Biblioteki Kongresu znajduje się kolekcja gramofonów cylindrycznych Densmore – dawny nośnik zawierający żywe pieśni starożytnej kultury.
Na początku XX wieku rząd Stanów Zjednoczonych kontynuował atak na rdzennych Amerykanów, żądając od nich porzucenia języków plemiennych i systemów wierzeń, nauczania dzieci angielskiego i wejścia do głównego nurtu Ameryki. W wyniku tej skoordynowanej kampanii wymazywania, przeciętny Amerykanin zaczął postrzegać ludność tubylczą jako żywe skamieniałości stojące na krawędzi kulturowego wyginięcia.
Frances Densmore (21 maja 1867 – 5 czerwca 1957) – młody nauczyciel muzyki z Red Wing w stanie Minnesota – był przerażony. W zgodzie z odwieczną prawdą, że najlepszym sposobem na narzekanie jest tworzeniepostanowiła w pojedynkę zachować istotny aspekt rdzennej kultury, jedyną sztukę bicie serca każdej kultury: muzyka.

Thomas Edison wynalazł fonograf – mechaniczny sposób rejestrowania i odtwarzania dźwięku za pomocą tekturowego cylindra pokrytego woskiem i rysika tnącego – gdy Frances miała dziesięć lat. Mniej więcej w tym czasie, słuchając pieśni Indian Dakota w pobliżu jej domu, zakochała się w muzyce. W czasach, gdy wyższe wykształcenie było zamknięte tylko dla kobiet ograniczone wyjątkispędziła trzy lata studiując muzykę w Oberlin College — pierwszym uniwersytecie, który przyjmował kobiety i pierwszym, który przyjmował studentów z mniejszości etnicznych — następnie poświęciła się nauczaniu rdzennych Amerykanów muzyki zachodniej (określenie akademickie brzmiało wówczas „Indianie amerykańscy”) i nauce ich własnych tradycyjnych pieśni, których oni po kolei uczyli ją.
Ze swoim prostym aparatem pudełkowym i gramofonem cylindrycznym, ubrana w spodnie i muszkę, Frances Densmore spędziła lata podróżując do odległych osad, do których żaden uczony nie odważył się zapuścić. Pracowała z dziesiątkami plemion – Siouxami, Chippewami, Mandanami, Hidatsami, północnymi Pawnee z Oklahomy, Winnebago i Menominee z Wisconsin, Seminolami z Florydy, Ute z Utah, Papago z Arizony, Indianami Pueblo z południowego zachodu, Indianami Kuna z Panamy i różnymi plemionami z północno-zachodniego Pacyfiku i Kolumbii Brytyjskiej.
Gdziekolwiek się pojawiała, jej czyste serce i oddanie zachowaniu tradycyjnej muzyki przyciągały ciepło społeczności. Wybitny starszy Siuksów Red Fox adoptował ją jako córkę.

Ilekroć Frances wracała do swojego klasztornego jednopokojowego mieszkania, siadała przy swojej ciężkiej czarnej maszynie do pisania, aby rejestrować swoje ewoluujące rozumienie złożonego świata muzycznego w sposób, jakiego nie miał żaden uczony przed nią ani żaden później, szczegółowo opisując wszystko, od piosenek dla dzieci, przez projektowanie instrumentów dętych, po zaczarowane pieśni śpiewane jako „talizmany miłosne”.
Wieści o jej pracy rozprzestrzeniły się poza czasopisma akademickie. W 1907 roku Smithsonian zwrócił się do niej z propozycją nagrania dla Biura Etnografii Amerykańskiej. W ciągu roku zebrała swoje nagrania na popularnym LP Uzdrawiające pieśni rdzennych Amerykanów.
Używając ahistorycznego terminu, który jest znacznie wcześniejszy, Frances Densmore stała się czołową etnomuzykologką swoich czasów i miejsca. Otworzyła książkę z 1926 roku Indianie amerykańscy i ich muzyka (biblioteka publiczna | domena publiczna) ze wglądem wykraczającym poza kulturę, do samego serca naszego gatunku:
Muzyka jest ściśle powiązana z życiem każdej rasy. Lepiej rozumiemy ludzi, jeśli znamy ich muzykę, i lepiej doceniamy muzykę, jeśli rozumiemy samych ludzi.
W książce szczegółowo opisała wyjątkową rolę muzyki w kulturze rdzennych Amerykanów, teleologicznie odmienną od duchowej funkcji, jaką pełniła we wczesnej kulturze Zachodu:
Radykalna różnica między zwyczajami muzycznymi Hindusów a zwyczajami naszej rasy polega na tym, że pierwotnie Indianie używali pieśni jako środka do osiągnięcia określonych rezultatów. Śpiew nie był sprawą trywialną, tak jak gra na flecie młodych mężczyzn. Używano go do leczenia chorych, zapewnienia powodzenia na wojnie i polowaniach oraz do wszelkich przedsięwzięć, które Hindus uważał za przekraczające jego indywidualne siły. Pewien Hindus powiedział: „Jeśli człowiek ma dokonać czegoś więcej niż tylko ludzka siła, musi mieć więcej niż tylko ludzką moc”. Śpiew był niezbędny do wykazania się „więcej niż ludzka mocą” i był używany w związku z określonymi czynnościami.
Ta funkcja muzyki ukształtowała jej formę:
Jednym z wymagań muzycznych rasy białej jest to, aby piosenka i akompaniament były „dokładnie razem”, ale piosenka indyjska może być albo nieco szybsza, albo nieco wolniejsza od towarzyszącego jej bębna, nie przeszkadzając indyjskiemu muzykowi. Hindus traktuje swoją muzykę poważnie i nie ma w sobie nic, co odpowiadałoby naszym popularnym piosenkom. W jego muzyce istnieją standardy doskonałości i on ćwiczy, aby je osiągnąć, chociaż Hindusi nie mają występów muzycznych odpowiadających naszym koncertom. Indianie nie mają żadnych instrumentów wytwarzających melodię z wyjątkiem fletu, który ma swoje specjalne zastosowania, więc głosy śpiewaków wokół bębna są jak instrumenty wytwarzające melodię w naszych orkiestrach lub zespołach, podczas gdy bęben jest jak bas lub instrumenty perkusyjne, które nadają rytm. Śpiewacy i bęben zapewniają oprawę muzyczną wszelkich tańców i spotkań towarzyskich, a także ceremonii plemiennych. Tak jak my, mają próby, ćwiczą i uczą się nowych piosenek. Jeśli mężczyzna udaje się odwiedzić inne plemię, stara się zapamiętać i przywieźć do domu pieśni, które zawsze przypisuje się źródłu, z którego pochodzą. Pieśni uczy się jedna osoba przez drugą, a w dawnych czasach nie było niczym niezwykłym, że mężczyzna płacił za piosenkę wartość jednego lub dwóch kucyków. Nie kupował takiej pieśni dla własnej przyjemności, ale dlatego, że miała ona charakter ceremonialny lub wierzono, że ma magiczną moc. Do tej klasy należą pieśni o leczeniu chorych i pieśniach przynoszących deszcz.
Jednakże w pewnym elementarnym sensie jest to ta sama funkcja, którą muzyka pełni w każdej kulturze od zarania naszego gatunku: używamy muzyki, aby się leczyć, aby się ocalić. Mamy, odkąd wcześniej odkrył matematykę harmonii. Zrobimy to długo po tym, jak wszystko, co wiemy o cywilizacji, popadnie w niezgodę. Nic tak nie załamuje światła bytu jak muzyka. Nic nie odzwierciedla zdrowia kultury i nic nie przewiduje jej trwałości lepiej niż to, jak dobrze traktuje ona swoich twórców piosenek.
