Najczystsza definicja miłości, cechy trwałego związku i lekarstwo na zdrady czasu – marginalista

- Kultura - 24 stycznia, 2026
Najczystsza definicja miłości, cechy trwałego związku i lekarstwo na zdrady czasu – marginalista
Najczystsza definicja miłości, cechy trwałego związku i lekarstwo na zdrady czasu – marginalista

Najczystsza definicja miłości, cechy trwałego związku i lekarstwo na zdrady czasu

Niewiele rzeczy w życiu sprawia nam więcej cierpienia niż pomieszanie miłości, wszystkie złe cele, do których docieramy, podążając za zepsutym kompasem, myląc niezliczone rzeczy z miłością: podziw, pożądanie, powinowactwo intelektualne, wspólna płaszczyzna.

Oto dlaczego wiedząc, czy naprawdę kogoś kochasz może być tak trudne, dlatego wymaga rygorystyczności twierdzenia, precyzji definicyjnej słownika i odwagi, aby przetrwać zniszczenia czasu.

W O obliczaniu objętości (biblioteka publiczna) – jej zaskakująco oryginalne radzenie sobie z zamętami czasu i miłości, gdzieś pomiędzy Sny Einsteina I Ulisses — Duński autor Solvej Balle podaje najlepszą definicję miłości, z jaką się spotkałem Iris Murdoch pół wieku temu:

Nagłe poczucie dzielenia się czymś niewytłumaczalnym, zachwyt nad istnieniem drugiej osoby – tej jedynej osoby, która sprawia, że ​​wszystko staje się proste – poczucie uspokojenia i wpadnięcia w zamęt jednocześnie.

Karta z Almanach ptaków: 100 wróżb na niepewne dnidostępny również jako samodzielny wydruk i jako karty papierniczena rzecz Towarzystwa Audubon.

Opisując parę połączoną tego rodzaju miłością, Balle oddaje istotne cechy trwałego związku:

Łączyła ich bliskość, której nie mogłam nie zauważyć. Nie jest to rodzaj niewypowiedzianej świadomości, która wyklucza innych ludzi, zaabsorbowana sobą para w pierwszych fazach miłości, która potrzebuje ciągłego kontaktu poprzez spojrzenie lub dotyk, ani krucha intymność, która sprawia, że ​​osoba z zewnątrz czuje się jak element zakłócający i wywołująca potrzebę po prostu pozostawienia kochanków samych z ich delikatnym sojuszem. A wokół nich panowała atmosfera spokoju… [They] wyraźnie postanowili spędzić razem resztę życia, to było takie proste, więc co mogli zrobić, jak tylko zobaczyć, co przyniesie przyszłość.

Przyszłość może jednak przynieść to, czego teraźniejszość nie jest w stanie przewidzieć, nad czym nie można się zastanawiać. Ludzie umierają. Kochankowie przestają kochać. Nagłe i tajemnicze przejścia fazowe uczuć zachodzą bez ostrzeżenia i wyjaśnienia, w ten sposób lawa namiętności jednej osoby może z dnia na dzień zamienić się w kamień, pozostawiając drugą pogrążoną w bolesnym i samotnym zamieszaniu. Z tego powodu, aby żyć z fundamentalnym strachem przed stratą I w każdym razie kochać może być najczystszą miarą naszej żywotności. Tym, co sprawia, że ​​jest to możliwe – jedyną rzeczą, która to umożliwia – jest odrzucenie poglądu na życie w połowie pustej szklanki, zobaczenie, że śmierć jest oznaką szczęścia, że ​​przeżył a każda strata jest oznaką szczęścia, które przeżyłeś, że to są cuda nie były nam należne ale mimo to zwyciężył nad prawami prawdopodobieństwa, abyśmy mogli żyć i kochać.

Sztuka z Almanach ptaków: wróżby na niepewne dni. (Dostępne jako wydruk i jako karty papierniczez korzyścią dla Towarzystwa Audubon.)

Są chwile, które o tym pamiętamy, momenty, które wtrącają nas w tę pierwotną perspektywę – momenty, które Balle opisuje jako te, w których „grunt pod stopami opada i nagle wydaje się, że można zawiesić wszelką przewidywalność, jak gdyby nagle uruchomił się egzystencjalny czerwony alarm”. Ona pisze:

To tak, jakby ten mechanizm reagowania kryzysowego był w gotowości, z tyłu umysłu, jak półgłos, zwykle nie słyszalny, ale pobudzający w chwili, gdy ktoś staje w obliczu nieprzewidywalności życia, świadomości, że wszystko może się zmienić w jednej chwili, że coś, co nie może się wydarzyć i czego absolutnie się nie spodziewamy, jest jednak możliwe… Że załamuje się logika świata i prawa natury. Że jesteśmy zmuszeni przyznać, że nasze oczekiwania co do stałości świata są niepewne. Nie ma żadnych gwarancji, a za wszystkim, co zwykle uważamy za pewne, kryją się nieprawdopodobne wyjątki, nagłe pęknięcia i niewyobrażalne naruszenia zwykłych praw.

Teraz wydaje mi się to dziwne, jak można tak niepokoić się tym, co nieprawdopodobne. Kiedy wiemy, że całe nasze istnienie opiera się na dziwacznych zdarzeniach i nieprawdopodobnych zbiegach okoliczności. Że w ogóle by nas tu nie było, gdyby nie te dziwne koleje losu. Że na tym, co nazywamy naszą planetą, żyją istoty ludzkie, że możemy poruszać się po wirującej kuli w rozległym wszechświecie pełnym niewyobrażalnie dużych ciał składających się z elementów tak małych, że umysł po prostu nie jest w stanie pojąć, jak małe i ile ich jest. Że w tym niezgłębionym ogromie te nieskończenie małe elementy wciąż są w stanie utrzymać się razem. Że uda nam się utrzymać na powierzchni. Że w ogóle istniejemy. Że każdy z nas powstał jako jedna z niewypowiedzianych możliwości. To, co nie do pomyślenia, jest czymś, co zawsze nosimy przy sobie. To już się wydarzyło: jesteśmy nieprawdopodobni, wynurzyliśmy się z chmury niewiarygodnych zbiegów okoliczności… Przyzwyczailiśmy się żyć z tą wiedzą bez zawrotów głowy każdego ranka i zamiast poruszać się ostrożnie i niepewnie, w ciągłym zdumieniu, zachowujemy się, jakby nic się nie wydarzyło, przyjmujemy obcość tego wszystkiego za oczywistość i kręci nam się w głowie, gdy życie okazuje się takie, jakie jest naprawdę: nieprawdopodobne, nieprzewidywalne, niezwykłe.

To oczywiście powód, dla którego warto żyć prawdopodobna niemożliwość i kochać jest żyć wbrew prawdopodobieństwu; dlatego naszym moralnym obowiązkiem wobec wszechświata jest kochanie się nawzajem, póki jesteśmy i dlatego, że żyjemy.

źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x