
Znaczenie nie jest czymś, co znajdujemy – jest czymś, co sami tworzymy, a elementy układanki to często fragmenty naszych zawiedzionych nadziei i marzeń. „Nie ma miłości do życia bez rozpaczy nad życiem” – Albert Camus napisał między dwiema wojnami światowymi. Przekształcenie rozpaczy w miłość nazywamy znaczeniem. Jest to proces aktywny, poszukujący – akt twórczy. Paradoksalnie, sens nadajemy najłatwiej i najpilniej w czasach zamętu i rozpaczy, kiedy życie, jakie znamy, przestało mieć sens i musimy czerpać dla siebie nie tylko to, co sprawia, że da się tu żyć, ale także to, co sprawia, że warto żyć. Są to czasy wyjaśniające, czasy uświęcające, kiedy symulakry znaczenia, które świadomie i nieświadomie zapożyczyliśmy z naszej kultury – Bóg i pieniądze, jednostka rodzinna i doskonałe zęby – opadają, aby odsłonić nagą duszę bytu, aby wyostrzyć ducha na śmiertelnej kości.
Poetycki neurolog Olivera Sacksa (9 lipca 1933 r. – 30 sierpnia 2015 r.) — który z niezwykłą surowością i współczuciem myślał o tym, co to znaczy być człowiekiem oraz o wszystkich różnych sposobach bycia i pozostania człowiekiem, bez względu na to, jak bardzo nasze umysły są postrzępione — podejmuje kwestię sensu życia w jednym ze swoich wspaniałych zebranych Beletrystyka (biblioteka publiczna).

W pięćdziesiątym siódmym roku życia Sacks skontaktował się z filozofem Hugh S. Moorheadem w odpowiedzi na jego antologię refleksji na temat sensu życia autorstwa niektórych z największych pisarzy i myślicieli XX wieku. (Trzy lata później ŻYCIE magazyn plagiatował koncepcję Moorheada własną antologięnawet przyjmując ten sam tytuł). Sacks — jak sam siebie określa „rodzaj ateisty (ciekawego, czasem tęsknego, często obojętnego, nigdy bojowego)” — przedstawia swoją własną perspektywę:
Zazdroszczę tym, którzy potrafią doszukiwać się znaczeń – przede wszystkim ostatecznych – w strukturach kulturowych i religijnych. I w tym sensie „wierzyć” i „należeć”.
[…]
Nie sądzę, aby jakiekolwiek stałe poczucie „znaczenia” mogło zapewnić jakakolwiek instytucja kulturalna, jakakolwiek religia, czy jakakolwiek filozofia lub (co można by nazwać) tępo „materialistyczną” nauką. Fascynuje mnie odmienna wizja Nauki, która postrzega powstawanie i tworzenie porządku jako „centrum” wszechświata.
To właśnie w tym liście z 1990 roku Sacks zaczął kiełkować nasiona osobistego credo, które zakwitło w jego przejmującej refleksji na łożu śmierci miarą życia i godnością umierania trzydzieści pięć lat później. Mówi Moorheadowi:
Nie mam (przynajmniej świadomie) stałego poczucia sensu życia. Ciągle to tracę i wciąż na nowo muszę do tego dążyć. Mogę to ponownie osiągnąć (lub „przypomnieć sobie”) tylko wtedy, gdy „zainspirują mnie” rzeczy, wydarzenia lub ludzie, gdy poczuję ogromną zawiłość i tajemnicę, ale także głęboką, porządkującą pozytywność Natury i Historii.
Nie wierzę i nigdy nie wierzyłem w żadnego „transcendentalnego” ducha ponad Naturą; ale w Naturze jest duch, duch kosmogeniczny, który budzi mój szacunek i miłość; i to właśnie, być może najgłębiej, służy „wyjaśnieniu” życia, nadaniu mu „znaczenia”.
Dziewięć lat później w innym liście do Stephena Jaya Gouldanie zgodziłby się z koncepcją, że istnieją dwie „magisteria” – dwie różne sfery rzeczywistości, jedna naturalna i jedna nadprzyrodzona – pisząc:
Mówienie o „parapsychologii” i astrologii oraz duchach i duchach doprowadza mnie do wściekłości, wraz z implikacją „innego”, jakby równoległego świata. Ale kiedy czytam poezję, słucham Mozarta lub widzę bezinteresowne czyny, oczywiście czuję domenę „wyższą” (ale taką, do której sięga Natura, a nie odrębną).

Półtora wieku wcześniej podobny pogląd wyraził jego ukochany Darwin kontemplując duchowość natury po zadokowaniu Pies gończy w Chile, podobnie jak Whitman kontemplując sens życia w następstwie udaru paraliżującego – dokładnie tego rodzaju zaburzeń fizjologicznych i neurologicznych, które Sacks badał z taką pasją i współczuciem, szukając tego, co powstrzymuje rozpacz, co utrzymuje sens życia, gdy umysł – miejsce spotkania ciała i ducha – zostaje rozregulowany. W sercu jego listu do Moorheada leży uznanie, że istnieje coś szerszego niż myśl, głębszego niż wiara, co ożywia nasze życie:
Kiedy nastroje porażki, rozpaczy, przez przypadek i „No cóż” odwiedzają mnie (nierzadko!), odnajduję nadzieję i sens w moich pacjentach, którzy nie poddają się pomimo wyniszczającej choroby. Jeśli Oni którzy są tak chorzy, bez zwykłych sił, wsparcia i nadziei, jeśli mogą wyrazić afirmację – musi być w nas coś do afirmacji i niewygasła siła afirmacji.
Myślę, że „sens życia” to coś, co musimy sobie sami sformułować, musimy określić, dla czego ma to sens nas[…]To najwyraźniej ma związek z miłością – co, kogo i jak można kochać.

Jakby nam to przypominać zdolność do miłości może być ukoronowaniem świadomości, która sama w sobie jest ukoronowaniem wszechświata, co oznacza, że możemy być tutaj tylko po to, aby nauczyć się kochaćdodaje:
Nie sądzę, że miłość jest „tylko emocją”, ale że jest konstytutywna dla całej naszej struktury umysłowej (a zatem i rozwoju naszych mózgów).
Uzupełnij ten mały fragment szerokiej i wspaniałej kolekcji Olivera Sacksa Beletrystyka z Rachel Carson sens życiaLoren Eiseley dalej jego pierwszą i ostateczną prawdąi Mary Shelley – straciła matkę przy urodzeniu, trójkę własnych dzieci, jedyną siostrę i miłość swojego życia przed ukończeniem dwudziestki – co sprawia, że warto żyća następnie ponownie odwiedź Olivera Sacksa (piszącego 30 lat przed ChatGPT) na świadomość, sztuczna inteligencja i nasze poszukiwanie sensu i jego aktualna, dawno temu refleksja nt jak ocalić ludzkość przed nią samą.
