
Tak, spędzamy życie, próbując rozeznać, gdzie kończymy się my, a zaczyna reszta świata. Granica jest tak trudna do rozróżnienia, ponieważ kiedy wszystkie historie zanikają, nie ma żadnej granicy – jedynie płynna, przepuszczalna membrana, która nieustannie się przesuwa w zależności od historii, które sobie opowiadamy na temat tego, kim jesteśmy i gdzie należymy. Obserwując to, Lynn Margulis ujęła to w kategoriach ekologicznych i ewolucyjnych „życie jest zjawiskiem jednolitym, niezależnie od tego, jak ten fakt wyrazimy”. Doktor King uchwycił ten socjologiczny odpowiednik, upierając się, że tak jest „jesteśmy złapani w nieuniknioną sieć wzajemności”. Whitman uchwycił jego najbardziej elementarny i najbardziej egzystencjalny wymiar w tej nieśmiertelnej linijce: „Każdy atom, który należy do mnie, tak samo jak dobro, należy do ciebie”.
Kiedy nie dostrzegamy powiązań między rzeczami, nie potrafimy przewidzieć konsekwencji jakiejkolwiek pojedynczej rzeczy. Sto lat przed tym, jak zaczęliśmy zabijać całe ekosystemy pestycydami mającymi na celu wytępienie poszczególnych gatunków, zanim zaczęliśmy majstrować przy poszczególnych genach w złożonej katedrze genomu, przyrodnik John Muir był zachwycony tym faktem „kiedy próbujemy wybrać coś samo w sobie, okazuje się, że jest to powiązane ze wszystkim innym we wszechświecie” — radość, którą teraz można odczytać jako napomnienie.
Jenn Shapland bada w swoim zbiorze esejów, jak odsłonić się przed kosmosem połączeń i towarzyszącym mu polem siłowym Cienka skóra (biblioteka publiczna) — „cielesny opis tego, jak cienka jest błona między każdym z nas, między każdym z nas a światem zewnętrznym”, podsycana medyczną rzeczywistością polegającą na tym, że jej naskórkowi brakuje warstwy: diagnoza dosłownie cienkiej skóry.

Mając na uwadze ucieleśnioną metaforę jej stanu, Shapland pisze:
Nie ma „zewnętrza”… Świat jest częścią naszej struktury komórkowej… wpływamy na niego każdym najmniejszym wyborem, jakiego dokonujemy.
[…]
Zaczęłam dostrzegać to, co teraz uważam za dosłowne metafory mojego uwikłania i współudziału w całym moim życiu: w mojej dermatologicznej diagnozie „cienkiej skóry”, w tym, że moje przyjaciółki rodziły dzieci, gdy świat płonął, w kryształach pojawiających się wszędzie, by nas z czegoś uzdrowić, w moim poczuciu bezbronności i pragnieniu poczucia bezpieczeństwa. Zacząłem kwestionować postrzeganie siebie jako istoty potrzebującej ochrony, a nawet czegoś, co można chronić. Nic nie może nas ochronić… Kiedy pisałem, uderzyło mnie, że jestem całkowicie bezbronny wobec każdej innej osoby, każdego innego stworzenia na Ziemi, a oni także byli bezbronni wobec mnie… Zacząłem szukać innych sposobów zrozumienia siebie, które mogłyby być bardziej przydatne niż ta drżąca, słaba rzecz, którą musimy oprzeć się światu.
A jednak z tej szczególnej wrażliwości wypływa wyjątkowa siła – wyzwolony ze standardowych granic między sobą a światem, które służą kulturowej zastawce bezpieczeństwa ograniczającej to, co możliwe i dopuszczalne, można swobodnie wyobrażać sobie „alternatywy dla naszych ograniczonych narracji o rodzinie, miłości, pracy, tęsknocie, przyjemności, bezpieczeństwie i dziedzictwie”. Sto lat po uwielbieniu DH Lawrence’a siła wrażliwościShapland pisze:
Być drobnoskórym to odczuwać przenikliwie, dostrzegać rzeczy, które mogą pozostać niezauważone, niezauważone, których inni woleliby nie zauważać.
To, co zauważa przede wszystkim, to powiązania między rzeczami, maszyna konsekwencji Rube’a Goldberga, która łączy przeszłość i przyszłość, siebie i innych, tu i wszędzie indziej. Pisze o Los Alamos i Rachel Carson, o pułapkach rodzicielstwa i paradoksach współczucia, o naprawianiu ubrań i naprawianiu serc. Z esejów wyłania się przypomnienie, zarówno niepokojące, jak i zapewniające, że w tym coraz bardziej podzielonym i fragmentarycznym świecie życie pozostaje wyzywająco niepodzielne.

W takiej porowatości kryje się siła – zwiększona zdolność kwestionowania struktur powodujących fragmentację, być może nie bardziej tyrańska niż idea, że rodzina nuklearna jest optymalną jednostką przynależności i połączenia, idea zakorzeniona w naszą wzruszającą tęsknotę za nieśmiertelnością pomimo naszej kreatywno-skończoności: przekazywanie naszych genów i wartości jako sposób na utrwalenie się poza naszymi śmiertelnymi granicami. Obserwując, jak jej przyjaciółki zamrażają komórki jajowe i poddają się zabiegom zapłodnienia in vitro, Shapland zastanawia się:
Jeśli rozszerzymy naszą koncepcję rodziny poza jednostkę, na szerszy świat stworzeń i ekosystemów, możemy zacząć pytać, czego dla nich chcemy. Od nich. Możemy zacząć postrzegać siebie w relacji. Uznanie i rozliczenie się ze śmiercią – z ograniczeniami naszej egzystencji, z faktem, że jesteśmy tymczasowi – może na nowo określić znaczenie życia. Co chcemy po sobie pozostawić? Co chcemy wspierać, utrzymywać w ograniczonym czasie, w którym tu jesteśmy?
Piękna odpowiedź pochodzi z rozmowy Shaplanda z Marianem Naranjo – rodzimym działaczem antynuklearnym z Santa Clara Pueblo, rzut beretem od miejsca narodzin bomby atomowej. Mając na uwadze dziedziczną wiedzę o tym, jak żyć w pokoju i harmonii – wiedzę, która ucierpiała z powodu kolonializmu i kapitalizmu – Naranjo przewiduje nową epokę przypominania sobie o tym, o czym zapomnieliśmy: jak być opiekunami więzi. Siedząc naprzeciwko Shaplanda w ucieleśnionej przestrzeni wzajemności, powtarza żarliwą argumentację Ursuli K. Le Guin na rzecz przemieniającą moc prawdziwej ludzkiej rozmowy i odzwierciedla:
To jest następny krąg, ten krąg równowagi. Gdzie przywracamy nasze niebo i ziemię, nasze niebo z powrotem na ziemię. Odzyskaj to. Jak to zrobić? To jest to, rozmowa twarzą w twarz. Robi tego więcej.
Jednak gdzieś na ścieżce tak zwanego postępu zapomnieliśmy o tym, co rdzenne kultury wiedziały od tysiącleci: ta prawda to gobelin, którego żadna pojedyncza nić nie jest w stanie przetrwać zniszczenia rzeczywistości w izolacji, rzeczywistości, z którą prawda musi być nieustannie testowana, aby była prawdziwa. Ten szkodliwy izolacjonizm prześladuje nawet historię naszego rozumienia podstawowych cegiełek życia – pierwiastków chemicznych, które je tworzą lub rozkładają.

Mając na uwadze odkrycie radioaktywności i epokową pracę Marii Curie nad radem, Shapland pisze:
Wkrótce po odkryciu rad stał się wielomilionowym biznesem. Przez cztery dekady można było kupić odmładzający radowy krem do skóry, szminkę, herbatę, sole do kąpieli, tonik na porost włosów, „torebkę zawierającą rad noszony w pobliżu moszny”, która „miała przywracać męskość”. Była pasta do zębów z radem, która wspomagała wybielanie. W leczeniu nowotworów zaczęto stosować terapię radową, zwaną we Francji kurieterapią. Najpierw wprowadzano go za pomocą pięćdziesięciu igieł do tkanki piersi lub za pomocą „nasion” radonu, co powodowało poważne reakcje. Istniała „pochwowa bomba radowa składająca się z ołowianej kuli podtrzymywanej przez pręt do wkładania” do leczenia raka. Maria i jej córka Irena zabrał samochód radiologiczny na front w czasie I wojny światowej, aby prześwietlić żołnierzy. Później dostarczała żarówki radowe francuskiej służbie zdrowia, aby leczyć rannych i chorych wojskowych i cywilnych terapią radową.
Odkrycie radioaktywności to historia umyślnej niewiedzy, wiedzy, ale pragnienia, aby nie wiedzieć, udawania, że nie wiemy, jak potężna i szkodliwa jest radioaktywność. Zarówno naukowcy, jak i sprzedawcy wierzyli w jego uzdrawiającą moc. Rad był wystarczająco szkodliwy, aby zabić raka i poparzyć skórę Pierre’a przez szklaną fiolkę w kieszeni kamizelki, ale jakoś nie uważano, że jest na tyle szkodliwy, aby zabić naukowców zajmujących się nim przez cały dzień i ludzi myjących nim zęby. Marie trzymała fiolkę na szafce nocnej, aby podczas snu wygrzewać się w jej blasku. Nazwała to swoim dzieckiem.
[…]
Ta naukowa odmowa wiary w to, co oczywiste, ponieważ nie można tego udowodnić, ponieważ jest to technicznie niepewne, towarzyszy naszemu rozumieniu substancji toksycznych do dziś.
Ta ślepota na powiązania, przyczynowość i konsekwencje radioaktywności nie jest zaskakująca: aby osiągnąć to, co osiągnęła, wbrew przeciwnościom swojego czasu i miejsca, Marie Curie musiał być gruboskórny. Być może cieńsza skóra i towarzysząca jej zdolność dostrzegania przenikalności i współzależności rzeczy uratowałaby jej życie, oszczędziłaby jej tragedii, którą Adrienne Rich tak przejmująco uchwyciła w ostatnich słowach swojego wspaniały hołd dla Curie:
Zmarła sławna kobieta, zaprzeczając
jej rany
zaprzeczanie
jej rany pochodziły z tego samego źródła, co jej moc
Uzupełnij wierszem Marie Howe “Osobliwość” — oszałamiające antidotum na naszą iluzję odrębności — i młodej poetki Marissy Davis natchnione echo tegośpiewając serenadę o naszej elementarnej więzi z naturą i sobą nawzajem.
