
Nie jest to tylko kwestia urastania kości i rosnących obowiązków, dorastania, tego niedokończonego projektu stawania się sobą. Przypomina to mniej ewolucyjny diagram małpy wyprostowanej, a bardziej rosyjską lalkę gniazdującą, przy czym nasze poprzednie ja nie wyrosły, ale są zintegrowane, na zawsze zamieszkujące osobę chodzącą po tym świecie.
Jedną z miar dojrzałości – być może najczystszą – może być odwaga, aby objąć ramionami tych dawnych ja i przyciągnąć ich do siebie, wziąć czułą odpowiedzialność za ich błędy i zamieszanie, odmawiając zaprzeczenia, odmawiając rozpaczy. Bez współczucia dla tego, kim kiedyś byliśmy, nigdy nie będziemy w stanie w pełni zaakceptować tego, kim jesteśmy ani otworzyć się na to, kim możemy się stać. To współczucie jest podstawą dojrzałości i jeśli wyobraź sobie punkt podparcia współczuciawówczas dojrzałość nie jest punktem, do którego dochodzimy na wektorze rozwoju intelektualnego, ale ciągłym procesem aktywnej wyobraźni.
Właśnie to Ursuli K. Le Guin (21 października 1929 – 22 stycznia 2018) bada fragment swojego całkowicie fantastycznego zbioru esejów z 1979 roku Język nocy: eseje o pisaniu, science fiction i fantasy (biblioteka publiczna), co również nam dało jej niezachwianą mądrość na temat sensu życia.

Na długo przed tym, jak Maurice Sendak nalegał „dziecko jest najlepszą częścią człowieka” oraz że miarą dobrze ukształtowanego dorosłego jest „posiadanie dziecka w stanie nienaruszonym i żywym oraz posiadanie czegoś, z czego można być dumnym” – pisze Le Guin:
Wierzę, że dojrzałość to nie wyrastanie, ale dorastanie: że dorosły to nie martwe dziecko, ale dziecko, które przeżyło. Wierzę, że w dziecku istnieją wszystkie najlepsze zdolności dojrzałej istoty ludzkiej i że jeśli będziemy je rozwijać w młodości, będą one działać dobrze i mądrze w dorosłym życiu, ale jeśli zostaną stłumione i odrzucone u dziecka, zahamują i okaleczą osobowość dorosłego. I wreszcie uważam, że jedną z najgłębiej ludzkich i najbardziej humanitarnych z tych zdolności jest siła wyobraźni: dlatego naszym przyjemnym obowiązkiem, jako bibliotekarzy, nauczycieli, rodziców, pisarzy, czy po prostu dorosłych, jest pobudzanie tej zdolności wyobraźni w naszych dzieciach, zachęcanie jej do swobodnego wzrostu, rozkwitania jak zielone drzewo laurowe, poprzez dostarczanie mu najlepszego, absolutnie najlepszego i najczystszego pożywienia, jakie może przyswoić. I nigdy, pod żadnym pozorem, nie należy tego tłumić, szydzić z tego lub sugerować, że jest to dziecinne, niemęskie lub nieprawdziwe.
Bo fantazja jest oczywiście prawdą. Nie jest to zgodne z faktami, ale jest prawdą. Dzieci to wiedzą. Dorośli też to wiedzą i dlatego wielu z nich boi się fantazji. Wiedzą, że jej prawda rzuca wyzwanie, a nawet zagraża wszystkiemu, co fałszywe, fałszywe, niepotrzebne i trywialne w życiu, do którego zostali zmuszeni. Boją się smoków, bo boją się wolności.
Nie ma większej wolności niż pozwolenie na to, aby być całkowicie sobą, całością, którą musimy nadal obejmować, w miarę jak się rozwija, odkrywając swoje krawędzie i cienie. Zgodnie z palącym stwierdzeniem Joan Didion, że „charakter — chęć wzięcia odpowiedzialności za własne życie — jest źródłem, z którego wypływa szacunek do samego siebie”, LeGuin pisze:
Naszym zadaniem w okresie dorastania jest stawanie się sobą. Nie możemy tego zrobić, jeśli czujemy, że zadanie jest beznadziejne lub jeśli jesteśmy skłonni sądzić, że nie ma przy nim żadnej pracy. Jeśli dziecko jest zmuszane do rozpaczy lub zachęcane do fałszywego bezpieczeństwa, przerażone lub rozpieszczane, rozwój zostanie zahamowany lub wypaczony. Aby dorosnąć, potrzebujemy rzeczywistości, całości, która przewyższa ludzkie cnoty i występki. Potrzebujemy wiedzy; potrzebujemy samowiedzy. Musimy zobaczyć siebie i cienie, które rzucamy. Bo możemy stawić czoła własnemu cieniowi; możemy nauczyć się to kontrolować i kierować się nim; abyśmy, gdy jako dorośli w społeczeństwie dorośniemy do naszej siły i odpowiedzialności, być może będziemy mniej skłonni do poddawania się w rozpaczy lub zaprzeczania temu, co widzimy, gdy będziemy musieli stawić czoła złu dziejącemu się na świecie, niesprawiedliwości, smutkowi i cierpieniu, które wszyscy musimy znosić, oraz ostatecznemu cieniowi na końcu wszystkiego.
Oto paradoks, z którym musimy żyć, umierając: że jesteśmy skończeni, ale niedokończeni, że dojrzałość nie jest wstępem do śmiertelności, ale odkryciem w nas nieśmiertelności.

Para z ukochaną włoską gawędziarką Cristiną Campo praca nad poznaniem tego, kim jesteś i znaczenie dojrzałościa następnie ponownie odwiedź Le Guin jak żyć pełnią I sztuka starzenia się.
