
Oto jesteśmy, obserwowani przez kamienne twarze gór pomarszczonych liniami śmiechu czasu, gdy spacerujemy po kościach naszych zmarłych, po skamielinach wszystkich innych zwierząt, które zapłaciły życiem za narodziny naszych oczu, płuc i przeciwstawnych kciuków na planecie zwieńczonej kopułą dwóch bilionów galaktyk, z których każda zawiera niezliczone gwiazdy krążące wokół niezliczonych możliwych światów.
Wielkim paradoksem świadomości, a może samą jej funkcją, jest jej ognista tęsknota, aby uczynić to życie, ten błysk pożyczonego pyłu gwiezdnego, materiał pośród niezrozumiałego ogromu przestrzeni i czasu; znaleźć pomiędzy naszą znikomością a zarozumiałością czegoś prawdziwszego niż jedno i drugie.
To tęsknota, argumentuje filozof i powieściopisarz Rebekę Goldstein W Znaczący instynkt (biblioteka publiczna), jest czymś więcej niż kaprysem uczucia, czymś więcej niż falą w umyśle — jest częścią naszego dziedzictwa stworzenia, częścią cena świadomościźródło naszego najgłębszego pokrewieństwa i najbardziej zaciekłych konfliktów. Jest podstawą trudnych, długotrwałych wysiłków, które podejmujemy, aby rozjaśnić nasze życie poczuciem celu. Jest to suma „wartości, którymi się posługujemy, usprawiedliwiając się przed sobą”. To jest co ożywia życie.

Goldstein pisze:
Każda żywa istota kieruje się organicznie mandatem, który zapewnia, że ma dla niej znaczenie – co oznacza, że dla niej priorytetem jest przetrwanie i rozwój. W formach życia tak masywnych jak płetwal błękitny i tak skąpych jak źdźbło trawy przedostające się przez szczelinę w chodniku biologia koduje wiadomość o samoistnieniu.
Ale jeśli chodzi o ludzi, materia nabiera innego stopnia złożoności. Organiczny nakaz samoistnienia rodzi w nas jedną z najbardziej trwałych sił ludzkiej motywacji, która sprawia, że staramy się nie tylko przetrwać i prosperować, ale także dążymy do egzystencji, którą uważamy za znaczącą w naszych własnych oczach. Dla nas i tylko dla nas organiczny nakaz samoistnienia nie wystarczy. Musimy przekonać samych siebie, że nasze własne samoistnienie jest uzasadnione, że możemy podać ku temu powód, który wykracza poza nasze bycie, w trywialny sposób, nami samymi – tak jak wszystkie rzeczy są, w trywialny sposób, sobą. Pragniemy wykazać, że powodem, dla którego my subiektywnie poczucie, że się liczymy, to to, że my obiektywnie Do.
Jakże więc ludzkie jest drżenie zwątpienia w obliczu braku obiektywnego walidatora naszego znaczenia – zewnętrznego znaku aprobaty, że to, co robimy, a zatem to, kim jesteśmy, jest warte zachodu. Z myślą o wierszu WS Merwina „Berryman” — co uważam za najlepszą radę dotyczącą zwątpienia, jaką kiedykolwiek wyrażono w słowach, ostateczne antidotum na potrzebę aprobaty — Goldstein pisze:
Przeżywać każdy dzień w obecności takich wątpliwości, to żyć w niepokoju, całe życie zdając się na łaskę swojej sztuki.
Ale poeci to odrębny gatunek, modlący się do Muzy, aby obdarzyła ich geniuszem wplatania słów w cud. Reszta z nas jest na szczęście inna. Tylko, że nie jesteśmy. To nie konkretny sposób, w jaki reagujemy na instynkt znaczenia, powoduje niepokój. To sam instynkt znaczenia. Nawet jeśli będziemy żyć z dala od wyrafinowanego powietrza, którym oddychają poeci, niepokój poety jest niepokojem nas wszystkich.

Pół wieku po zidentyfikowaniu Ernesta Beckera zaprzeczenie śmierci — czyli moralne oburzenie naszą śmiertelnością — jako źródło naszej egzystencjalnej tęsknoty Goldstein zauważa, że nasz instynkt odczuwania sytuuje się gdzieś pomiędzy naszą materialnością a naszą moralnością, że powstaje w wyniku rozmowy między nimi:
Nasze najgłębsze zmagania – o przetrwanie, rozwój, dokonanie zmian, postępowanie właściwe, tworzenie piękna, nadanie sensu sobie i naszemu światu – wyłaniają się z sił fizycznych, które nas stworzyły. Są to siły, które wyprowadziły skomplikowane, czujące i celowe organizmy z nieporządku i rozkładu związanego z samym czasem, zgodnie z opisem w najbardziej podstawowym prawie fizyki.
[…]
Ty sam, tak kruchy i wątły, jesteś uwikłany w odpowiedź na najgłębsze ze wszystkich metafizycznych pytań: dlaczego istnieje raczej coś niż nic?
Materia, zapewnia, jest substancją czegoś, ożywiającą te życia zarezerwowane przez nicość, przynajmniej dla doświadczającej ich świadomości. Można do tego podchodzić na różne sposoby — dzieli ludzi na cztery archetypy podejścia: socjaliści (którzy chcą mieć znaczenie dla innych), transcendenci (którzy starają się mieć znaczenie „dla duchowej obecności, która istnieje poza sferą czasoprzestrzenną lub która ją przenika”), konkurentów (którzy bardziej niż inni starają się mieć znaczenie relatywistyczne) i bohaterscy wojownicy (którzy starają się dorównać wyznaczonym przez siebie standardom doskonałości) – ale ma to swoje źródło w jednym źródle, osadzonym w naszej animacji.
Co wynika ze stron Znaczący instynkt to upieranie się, że chociaż znaczenie jest ostatecznie głęboko prywatnym procesem odkrywania, którego nie może potwierdzić ani unieważnić żaden wyznaczony arbiter – ani Bóg, ani sława, ani osoba, którą kochasz – jest to także coś, co możemy wzajemnie wzmacniać na przykładzie tego, jak żyjemy. Materia to lustro, które trzymamy przed sobą i w którym odbija się wszechświat.
