
Następnego ranka po tym, jak związek głębi i znaczenia, uginający się od dawna pod ciężarem własnej złożoności, w końcu pękł z wyczerpanym łomotem, otworzyłem piec i odkryłem, że cała ceramika, która trwała miesiąc, została rozbita – dwie części eksplodowały, a odłamki zniszczyły resztę. Całe to centrowanie, całe to szkliwienie, wszystkie godziny wciskania liter w mokrą glinę – wszystko w błyszczących odłamkach. A tymczasem na zewnątrz zaczynała się wiosna i mała dziewczynka w jaskrawoniebieskich kaloszach skakała do kałuży, z dziką radością rozbijając odbicia chmur.
I pomyślałem, że to wszystko, co istnieje: rozbijanie, rozbijanie, otwieranie.
Rozbijanie się o życie.

To nie jest łatwe zadanie, żyć. Budząc się z odrętwienia niemal życia, które kołysze nas na co dzień, obudź się i dowiaduj się, że po drugiej stronie sąsiedztwa ciężarówki ICE zakuwają ludzi w kajdanki, a po drugiej stronie planety dzieci giną w strzelaninach, podczas gdy na zewnątrz śpiewają pierwsze wiosenne ptaki i wszędzie ludzie się zakochują, a w jakiejś odległej górskiej wiosce pasterz śpiewa pod tysiącem gwiazd. I jakoś to wszystko musi się komponować w jeden świat, w którym my, przy całej naszej niespójności, musimy żyć tym jednym życiem.
Ellen Bass liczy się z tym wszystkim w swoim wspaniałym wierszu „Any Common Desolation”, pierwotnie opublikowanym w czasopiśmie Akademii Poetów Amerykańskich wiersz dziennie biuletyn, a później włączony do antologii Jamesa Crewsa Jak kochać świat: wiersze wdzięczności i nadziei (biblioteka publiczna), udostępnione tutaj z błogosławieństwem Ellen.
WSZELKIE POSPOLITE PUSTY
przez Ellen Bassmoże wystarczyć, abyś spojrzał w górę
na pożółkłych liściach jabłoni, nieliczni
który przetrwał deszcze i mróz, zastrzelony
z późnym popołudniowym słońcem. Świecą głęboko
pomarańczowo-złota na tle tak przejrzystego błękitu, pojedynczego ptaka
rozdarłby ją jak jedwab. Być może będziesz musiał się przełamać
serce, ale to nie jest nic
poznać chociaż jedną chwilę życia. Dźwięk
wiosła w dułce lub u przeżuwacza
zwierzę rwie trawę. Zapach tartego imbiru.
Rubinowy neon szyldu sklepu monopolowego.
Ciepłe skarpetki. Pamiętasz swoją matkę,
Jej precyzja była ceremonią, jak się zorientowała
białą bawełnę, wsunęłaś ją na palce,
podciągnęła piętę, obróciła mankiet. Oddech
możesz się rozwinąć podczas spaceru po własnym błotnistym podwórku,
wielki wóz zalewający cię nocą i wszystko
boisz się, wszystko, czego nie możesz znieść, rozpływa się
i jak igła wbiła się w twoją żyłę –
ten nagły pęd świata.
Uzupełnij o Henry’ego Jamesa jak przestać czekać i zacząć żyć i Hermann Hesse dalej jak być bardziej żywyma następnie ponownie zapoznaj się ze wspaniałym wierszem Ellen „Jak przepraszać”. A jeśli chcesz przełamać swoją poezję, nie mogę jej polecić Rozmowy o rękodziełach w salonie bardziej serdecznie.
