
Jest tam jak ciągły szept, jak nieustanny podmuch myśli przemykający przez baldachim zbiorowego umysłu: niepokojące poczucie, że żyjemy w szczególnie trudnych czasach, że dzisiejsza rzeczywistość jest szczególnie trudna do zniesienia. Takie uczucia są błędami bliskości – żyjemy zbyt blisko sedna naszych osobistych kłopotów, zbyt blisko przyciągnęliśmy horyzont czasu, aby dostrzec szansę.
Ursula K. Le Guin wierzyła, że wspaniałym narzędziem naszych dzieł wyobraźni, a w szczególności fantastyki naukowej, jest „dystansowanie” — „odsuwanie się od «rzeczywistości», aby lepiej ją zobaczyć” poprzez eksponowanie „spójnej złożoności”, której jesteśmy częścią, i odkrywanie „rzeczywistości przeniesionej na wyższy poziom, o większej intensywności, niż większość z nas może w ogóle doświadczyć bez pomocy sztuki, religii lub głębokich emocji”. A jednak biorąc pod uwagę, że wyobraźnia natury zawsze przewyższy naszą własną, ponieważ jesteśmy jej wytworem, biorąc pod uwagę, że nauka jest narzędziem, które wymyśliliśmy do rozszyfrowania i przetłumaczenia języka, w którym natura wyobraża sobie rzeczywistość, wówczas sama nauka może zaoferować nam ten dystansujący obiektyw bez ani grama fikcji – nigdzie bardziej niż odciągając nas od przyziemności naszego życia, abyśmy ze zdumieniem ujrzeli cudowność, fantastyczne nieprawdopodobieństwo samego życia; tego, co Le Guin nazwał „sceną naszej śmiertelności”.

To właśnie fizyk i powieściopisarz Alana Lightmana bada w cudowny sposób atlantycki esej kontemplując jasne nieprawdopodobność życia, od kosmicznych kości powstawania gwiazd po komórkową ruletkę biologicznego poczęcia. Pisałem o tym tak wzruszająco poetycka nauka o tym, co dzieje się, gdy umieramyzwraca swój wrażliwy intelekt w stronę poetyckiej nauki o tym, co musiało się wydarzyć, abyśmy mogli żyć. Mając na uwadze, jak trudno jest nam uważać się za część kolejnej cywilizacji, która pójdzie drogą Azteków i Greków, zastanawia się:
Jeszcze trudniej jest pojąć, jak wyjątkowy jest każdy z nas, jak nieprawdopodobne, jakie szczęście, że w ogóle żyjemy… Istnieje o wiele więcej możliwych układów ludzkiego DNA niż atomów w obserwowalnym wszechświecie – każdy układ odpowiada innemu człowiekowi. Jednym z wielu możliwych układów jest każdy z nas.

Fakt istnienia jakiejkolwiek istoty ludzkiej, zauważa, jest triumfem nad zdumiewającymi szansami towarzyszącymi każdej próbie zapłodnienia – około stu miliardów do jednego, a to liczby tak ogromne, że przechodzą w abstrakcję, której nie możemy pojąć. Oferuje zaskakującą wizualizację:
Jeśli wziąłbyś bardzo długą linijkę rozciągającą się stąd do planety Pluton, jeden cal tej odległości byłbyś tobą. Resztę odległości stanowiliby inni potencjalni ludzie, którzy mogliby istnieć, ale nigdy nie byli. Każdy z nas wygrał na loterii ze sto miliardami różnych graczy.
Jeśli nadzieja polega na wierze w to, że nieprawdopodobne jest możliwe – wierze w to najdzikszy zakład może być zwycięskim zakładem — wówczas każdy z nas jest żywym aksjomatem nadziei. Alan pisze:
To, że w ogóle żyjemy, jest najbardziej niezwykłym szczęściem, jakiego kiedykolwiek doświadczymy. Jednak najłatwiej jest to przeoczyć i przyjąć za oczywistość. Budzimy się rano, pijemy kawę, robimy śniadanie, wysyłamy dzieci do szkoły, idziemy do pracy, wykonujemy nasze rutynowe czynności, martwimy się o terminy, zaznaczamy pozycje na naszej liście rzeczy do zrobienia. Zapominamy, że pod tym wszystkim kryje się coś niezwykle rzadkiego: samo istnienie. Prosty fakt, że jesteśmy tutaj, świadomi i świadomi, jest tak nieprawdopodobny, że graniczy z cudem… Od odległej przeszłości, miliardy lat temu, do odległej przyszłości, miliardy lat przed nami, wszechświat nigdy nie zobaczy już nikogo z was.
Nie mamy prawa do życia, do tego nieproszonego daru przypadku, ale mamy za niego odpowiedzialność – doskonale nazwaną przez poetkę i astronom Rebeccę Elson „obowiązek wzbudzania podziwu”. Na tle naszego własnego nieprawdopodobieństwa nawet najsubtelniejsza postawa uprawnienia staje się absurdalna, antynaturalna; jedyną odpowiednią postawą jest klękanie „kosmiczne przytłoczenie”, powtarzając w kółko najkrótszą modlitwę, jaką istnieje: “Dzięki.”