
Wydaje się dziwne, a nawet błędne, że „cierpliwość” i „pasja” – bliźniacze korzenie miłości – powinny mieć wspólny korzeń imprezapo łacinie „cierpieć”. Ale każdy, kto przeżył, kto kochał nieumiejętnie lub kochał niewykwalifikowanych, wie, że to doświadczenie może być najostrzejszym narzędziem cierpienia. Mówimy, że „zakochujemy się” właśnie dlatego, że wiemy, że możemy się potłuc, wiemy, że zapadnia, którą otwiera się pod naszymi stopami, wrzuca nas w głębiny, których zgłębienia nie jesteśmy w stanie zgłębić.
Ciekawym pytaniem, pytaniem przemieniającym, jest to, co dzieje się po upadku.
„Jest to temat, w którym ani intuicja, ani zachowanie innych nie pomogą filozofowi dojść do prawdy” Roberta Louisa Stevensona (13 listopada 1850 – 3 grudnia 1894) pisze w swoim długim, pełnym pasji i poszukiwań esej na zakochaniu się. „Prawdopodobnie nie ma niczego, co zostałoby właściwie pomyślane lub napisane na temat miłości, co nie byłoby częścią doświadczenia danej osoby”. Pisze na podstawie własnego doświadczenia: mając dwadzieścia siedem lat i walcząc o wyrobienie sobie sławy pisarza, boleśnie zakochał się w radykalnej Fanny Obsourne – o dziesięć lat starsza od niego, wciąż żonata z mężem-kobieciarzem, którego opuściła, uczęszczając z córką do szkoły artystycznej w Paryżu. W końcu pobrali się i wzbogacili swoje życie ponad wszelką wyobraźnię. („Bez wpływu Fanny” – pisze w niej Camille Peri znakomita biografia z nich obu: „Louis może być teraz zapomnianym pisarzem, a nie jednym z najwspanialszych głosów szkockiej literatury”).

Miłość, twierdzi Stevenson, to jedyne doświadczenie, które naprawdę nas zadziwia, wyrywa z drzemki uprzedzeń i oczekiwań. A kiedy to nastąpi, „nie jest pozbawione czegoś w rodzaju konsternacji”, patrzymy na naszą nową pozycję – zdezorientowaną, zdezorientowaną, pozbawioną kontroli. pisze:
Zakochanie się jest jedyną nielogiczną przygodą, jedyną rzeczą, którą kusi nas, aby uważać ją za nadprzyrodzoną w naszym banalnym i rozsądnym świecie.
To uczucie, jak myśli Stevenson, napełnia poczucie bycia „najwyższym poczuciem przyjemności we wszystkich aspektach życia — w kładzeniu się do snu, na jawie, w ruchu, oddychaniu i dalszym byciu”. A jednak w centrum czegoś tak konkretnego, tak namacalnego znajduje się tajemnica:
Jest to temat, w którym ani intuicja, ani zachowanie innych nie pomogą filozofowi w dotarciu do prawdy. Prawdopodobnie nie ma niczego, co zostałoby właściwie pomyślane lub napisane na temat miłości, co nie byłoby częścią doświadczenia danej osoby. Skutek jest nieproporcjonalny do przyczyny. Dwie osoby, żadna z nich może nie być bardzo miła lub bardzo piękna, spotykają się, rozmawiają trochę i patrzą sobie trochę w oczy. Robiono to kilkanaście razy w doświadczeniu jednego i drugiego, bez większego rezultatu. Ale tym razem wszystko jest inne. Od razu popadają w stan, w którym inna osoba staje się dla nas samą istotą i punktem centralnym Bożego stworzenia i z uśmiechem burzy nasze żmudne teorie; w którym nasze idee są tak powiązane z jedną myślą mistrza, że nawet błahe troski o naszą osobę stają się tak wieloma aktami oddania, a miłość do życia sama w sobie przekłada się na chęć pozostania w tym samym świecie z tak cennym i pożądanym bliźnim.

To, co czyni miłość zdumiewającą, to właśnie sposób, w jaki nas oślepia, sposób, w jaki nie można jej chcieć, osiągnąć ani wygrać na podstawie zasług. pisze:
Jest wiele spraw, w których możesz zmylić Przeznaczenie i kazać mu wstać i wybawić się. Ciężka praca, wzniosłe myślenie, podekscytowanie przygodami i wiele innych rzeczy, które składają się na duchowy rachunek tej lub tej drugiej osoby, są w zasięgu niemal każdego, kto ma odrobinę odwagi i cierpliwości. Ale bynajmniej nie każdemu jest na drodze się zakochać… Wielu sympatycznych ludzi tęskni za sobą na świecie lub spotyka się pod jakąś niesprzyjającą gwiazdą. Jest ten miły i krytyczny moment deklaracji, który trzeba mieć już za sobą. Z powodu nieśmiałości lub braku okazji połowa możliwych przypadków miłosnych nigdy nie dochodzi tak daleko, a co najmniej jedna czwarta kończy się i kończy.
A jednak miłość nie jest kwestią perswazji. W pewnym sensie deklaracja staje się zbędna, gdy fakt jest oczywisty i obustronny. Jest to, zauważa Stevenson, coś, co musimy po prostu pokazać, łącząc pasję i cierpliwość. Opisuje odkrycie, pogłębienie i rozwój miłości po „prostym wypadku zakochania się”:
Miłość powinna wybiec na spotkanie miłości z otwartymi ramionami. Rzeczywiście idealna historia to historia dwojga ludzi, którzy krok po kroku zakochują się w miłości, z chwiejną świadomością, jak para dzieci wyruszających razem do ciemnego pokoju. Od pierwszej chwili, gdy widzą się z ukłuciem ciekawości, poprzez etap po etapie narastającej przyjemności i zażenowania, potrafią odczytać w swoich oczach wyraz własnego niepokoju. Nie ma tu mowy o właściwie tzw. deklaracji; to uczucie jest tak wyraźnie podzielane.

Aby pozostać zakochanym, jak twierdzi Stevenson w innym eseju, dwoje ludzi „musi wnieść życzliwość i dobrą wolę” do życia po upadku. Uważa za najważniejszy element trwałej miłości, którym jest jednocześnie największa życzliwość, jaką możemy sobie nawzajem ofiarować i najtrwalszy gest dobrej woli:
Prawdziwość uczuć, prawda w relacji, prawda wobec własnego serca i przyjaciół, nigdy nie udawaj ani nie fałszuj emocji – oto prawda, która czyni miłość możliwą… Z naszymi wybranymi przyjaciółmi… a jeszcze bardziej między kochankami (bo wzajemne zrozumienie jest istotą miłości)… musimy dążyć i walczyć o prawdę.
Sto lat później Adrienne Rich zaostrzyła w niej to uczucie ponadczasowa definicja miłości jako „proces delikatny, gwałtowny, często przerażający dla obu zaangażowanych osób, proces udoskonalania prawd, które mogą sobie nawzajem opowiadać”.

Para ze Stevensonem co sprawia, że warto żyća następnie ponownie odwiedź Roxane Gay kochać vs. być zakochanymKahlil Gibran on jak przetrwać niepewność miłościi Hannah Arendt dalej jak żyć z centralnym strachem przed stratą.
