
Martwy człowiek to moja ulubiona praca autora Jima Jarmuscha – „psychodelicznego zachodniej” (jak nazwał to sam Jarmusch), która podąża za Williamem Blake’em (nie, nie to William Blake – ten jest księgowym, granym przez Johnny’ego Deppa).
Blake, oszukany do podróży do surowej granicy Ameryki 1800. XIX wieku, znosi serię coraz bardziej dziwnych i przerażających nieszczęść.

Pięknie nakręcony w charakterystycznym czarno-białym stylu Jarmuscha, film oferuje All-Star obsadę ekscentryków: Depp, Billy Bob Thornton, Crispin Glover, John Hurt, Robert Mitchum, Iggy Pop, Lance Henriksen, Gabriel Byrne, Alfred Molina i nie tylko. Dodatkową atmosferą jest niepokojąca improwizowana partytura Neila Younga, która podkreśla poetyckie sprzeczności filmu – lyryczne, ale surowe, nawiedzające, ale ciemno zabawne.
Martwy człowiek Czuje się jak film, który trzyma w nim nieskończone warstwy, odważając się odkryć jego tajemnice, przypominając ci, że prawdopodobnie nigdy tego nie zrobisz.