
„Przeanalizuj ponownie wszystko, co powiedziano ci w szkole, w kościele lub w jakiejkolwiek książce, odrzuć wszystko, co obraża twoją duszę” Walta Whitmana (31 maja 1819 – 26 marca 1892) napisał, ofiarowując swoje ponadczasowe porady dotyczące prowadzenia pełnego życia i satysfakcjonującego życia we wstępie do Liście Trawy. Kiedy Whitman po raz pierwszy opublikował swoje arcydzieło w 1855 roku, spotkało się ono z obojętnością przerywaną wybuchami ostrej krytyki. Trudno sobie wyobrazić, jak obraźliwe musiało być dla duszy młodego poety takie przyjęcie i co musiało zrobić, aby je odrzucić i kontynuować pisanie. Tym, co podniosło jego ducha przez falę negatywności, było: niezwykły list gratulacyjny autorstwa Ralpha Waldo Emersona — najbardziej szanowanego literackiego kreatora smaku tamtej epoki i największego bohatera Whitmana, którego esej z 1844 r. Poeta zainspirował Liście Trawy. Młody poeta nosił pochwały Emersona dotyczące „niezrównanych rzeczy wypowiedzianych nieporównywalnie dobrze” jak zbroję, niemal dosłownie – niósł list złożony w kieszeni koszuli na sercu, regularnie czytając go przyjaciołom i kochankom.

Z pewnością łatwiej, choć nigdy nie jest łatwo, odrzucić to, co obraża czyjąś duszę, gdy pochodzi od krytyków, którzy nie zasłużyli na zaufanie — „Nie zwracaj uwagi na nikogo, kogo nie szanujesz” Zaoferowała w niej Jeanette Winterson dziesięć mądrych zasad pisania. Jednak odrzucenie krytyki obrażającej duszę ze strony kogoś, kogo szanujemy – lub, co jeszcze trudniejsze, kochamy – wymaga nadludzkiej siły ducha. Jak zachować integralność i solidność naszych przekonań i wizji, zarówno twórczych, jak i egzystencjalnych, gdy są one kwestionowane i krytykowane przez osobę, którą darzymy dużym szacunkiem intelektualnym i czułością serca?
Whitman znakomicie to odzwierciedlił podczas spotkania z samym Emersonem.
W rześkie lutowe popołudnie 1860 roku, pięć lat po opublikowaniu Liście Trawyobaj mężczyźni odbyli dwugodzinny spacer wzdłuż Boston Common. Do tego czasu zaprzyjaźnili się ze sobą i utworzyli kurtuazyjną, szczerą relację, ucieleśniającą stosunki Emersona ideał przyjaźni: „Przyjaciel to osoba, wobec której mogę być szczery”. Tego zimowego dnia Whitman stwierdził, że Emerson jest „w doskonałej formie, bystry, magnetyczny fizycznie i moralnie, uzbrojony w każdym momencie, a kiedy zechce, włada emocjami równie dobrze intelektualnie”. Kiedy pojawiła się krytyka, Whitman wiedział, że wypływa z tego samego źródła – z cechy charakteru, którą głęboko szanował, a nawet szanował. A jednak zamiast popadać w zwątpienie, był w stanie pozostać zakorzeniony we własnych wartościach i wizji.

Wpisywanie się Dni próbek (biblioteka publiczna) — nieskończenie satysfakcjonujący zbiór fragmentów prozy i wpisów do pamiętnika, który dał nam Whitmana mądrość drzew, moc muzyki, istotę szczęścia, „znaczenie” sztuki, I optymizm jako siła oporu — wspomina:
Przez te dwie godziny on był mówcą, a ja słuchaczem. Było to przedstawienie argumentacji, rozpoznanie, przegląd, atak i zepchnięcie do domu (jak w korpusie wojskowym, artylerii, kawalerii, piechoty) wszystkiego, co można powiedzieć przeciwko tej części (i głównej części) konstrukcji moich wierszy „Dzieci Adama”. Ta rozprawa była dla mnie cenniejsza niż złoto – dała mi na zawsze tę dziwną i paradoksalną lekcję; każdy punkt zeznań E. był bez odpowiedzi, żaden zarzut sędziego nie był bardziej kompletny i przekonujący, nigdy nie mogłem usłyszeć lepiej sformułowanych punktów – i wtedy poczułem w duszy jasne i niewątpliwe przekonanie, aby nie być posłusznym wszystkim i podążać własną drogą. „Co w takim razie powiesz na takie rzeczy?” powiedział E., kończąc. „Tylko że chociaż w ogóle nie mogę na nie odpowiedzieć, czuję się bardziej niż kiedykolwiek przekonany, że mogę trzymać się mojej własnej teorii i dawać jej przykłady” – brzmiała moja szczera odpowiedź. Następnie poszliśmy i zjedliśmy dobrą kolację w American House. I odtąd nigdy się nie zachwiałem ani nie odczuwałem skrupułów (przyznaję, że miałem to już dwa lub trzy razy wcześniej).
Emersona — patrona samodzielności, który nawoływał: „Zaufaj sobie: każde serce wibruje na tej żelaznej strunie.” — bez wątpienia doceniał tę orientację ducha. Pierwszy i najważniejszy biograf Whitmana, wielki przyrodnik John Burroughs, idzie jeszcze dalej w swojej wzniosłej poetyckiej biografii z 1896 roku Whitman: badanie:
Pod wieloma względami Whitman był, całkiem nieświadomie dla siebie, człowiekiem, do którego Emerson się wzywał i o którego się modlił – człowiekiem całkowicie samodzielnym; człowiek, który powinien znaleźć wystarczający dzień i ziemię; który nie chciał być Grekiem, Włochem, Francuzem czy Anglikiem, ale tylko sobą; kto nie powinien marudzić, przepraszać i wyjeżdżać za granicę; kto nie powinien się uchylać, deprecjonować ani pożyczać; i który potrafił dostrzec poprzez liczne przebrania i upokorzenia naszych czasów rysy tych samych bogów, którzy tak zniewalali dawnych bardów.

Oczywiście Whitman nie odrzucił krytyki w całości – raczej oddzielił ziarno od plew przez sito pewności siebie i pewnej twórczej wizji. Uważał jednak, że krytyka może być o wiele cenniejsza niż pochwała. W Liście Trawynapisał pod nagłówkiem „SILNIEJSZE LEKCJE”:
Czy uczyłeś się tylko od tych, którzy cię podziwiali i byli wobec ciebie czuli? i stanął z boku dla ciebie?
Czy nie nauczyłeś się wielkich lekcji od tych, którzy cię odrzucają i szykują się przeciwko tobie? albo którzy gardzą tobą i dyskutują z tobą o tym przejściu?
Ten rodzaj krytyki, który chętnie odrzucał, należał do profesjonalnych krytyków i opiniodawców – tych, których celem było zburzenie, a nie ulepszenie sztuki pisarza, ponieważ ich osądy opierają się na standardach tamtych czasów i dlatego mają tendencję do potępiania wszelkich energicznych zerwań z konwencjami. Tacy krytycy są skłonni uznać każde dzieło charakteryzujące się prawdziwą oryginalnością za złe, a następnie ucieleśnić wnikliwą obserwację WH Audena, że „Nie można recenzować złej książki bez popisywania się”.
Burroughs zauważył to w swojej chwalebnej biografii Whitmana, napisanej w czasie, gdy poeta był nadal bardziej odrzucany niż sławiony w swojej epoce:
Nie ma cenniejszych i bardziej tonizujących kart w historii niż zapisy ludzi, którzy posłuszni wewnętrznemu głosowi stawili czoła niepopularności, odium, nienawiści, wyśmiewaniu i poniżaniu i nigdy nie stracili odwagi ani dobroci.
[…]
Każdy człowiek jest uczestnikiem triumfu Tego, który jest zawsze wierny sobie i nie idzie na kompromis ze zwyczajami, szkołą i poglądami.
Sam Whitman ogłosił Liście Trawy:
Nie zaprzątam sobie głowy moim duchem, aby się bronił lub abym został zrozumiany.
W późniejszym życiu zastanawiał się:
Czy nikomu nie przyszło do głowy, że ostatnie decydujące testy mające zastosowanie do książki całkowicie wykraczają poza testy techniczne i gramatyczne i że każda naprawdę pierwszorzędna produkcja ma niewiele lub nic wspólnego z zasadami i kalibrami zwykłych krytyków?… Wyobrażałem sobie ocean i światło dzienne, góry i las, oceniając ich ducha w naszych książkach. Wyobraziłem sobie jakąś bezcielesną duszę ludzką wydającą swój werdykt.
[…]
Jakość BYCIA w jaźni obiektu, zgodnie z jego własną główną ideą i celem oraz wzrastania od niego do niego – a nie krytyka według innych standardów i dostosowywanie się do nich – jest lekcją Natury.

Poezja Whitmana, oparta na niewzruszonym fundamencie jego twórczej i duchowej wizji, ostatecznie wyniosła go na szczyt anglojęzycznego panteonu literackiego. Liście Trawy przetrwało jako jedno z najbardziej ukochanych dzieł poetyckich wszechczasów, wywierając wpływ na pokolenia pisarzy i podnosząc na duchu zwykłe wątroby podczas najgorszych egzystencjalnych wstrząsów – taka jest siła prawdy poetyckiej kierowanej przez niezachwianą stabilność pewności siebie i wizji.
Uzupełnij z Kartezjuszem zasadnicza różnica między pewnością siebie a dumąBruce Lee dalej siła woli i poczucie własnej wartościi kilka doskonałych rad od świetnych pisarzy na temat jak przetrwać krytykęa następnie ponownie odwiedź Whitmana kreatywność, demokracjajego rady dla młodychi jego najbardziej bezpośrednia definicja szczęścia.
