
„Pracuję jak ogrodnik” – pisał w swoich medytacjach wielki malarz Joan Miró właściwe tempo pracy twórczej. To nie przypadek, że Virginia Woolf ją miała elektryzujące objawienie na temat tego, co to znaczy być artystą podczas spaceru wśród kwietników w ogrodzie St. Ives. Rzeczywiście, uprawianie ogrodu – nawet samo przebywanie w ogrodzie – to nic innego jak triumf oporu wobec bezlitosnej rasy współczesnego życia, tak kompulsywnie skupionej na produktywności kosztem kreatywności, przejrzystości i zdrowego rozsądku; przypomnienie, że jesteśmy stworzeniami uwikłanymi w wielką sieć bytu, w którą, jak zauważył wielki przyrodnik John Muir, zauważony dawno temu „kiedy próbujemy wybrać coś samo w sobie, stwierdzamy, że jest to powiązane ze wszystkim innym we wszechświecie”; powrót do tego, co w nas najszlachetniejsze, czyli najbardziej naturalne. Jest coś głęboko humanizującego w słuchaniu szelestu świeżo ulistnionego drzewa, w obserwowaniu trzmiela romansującego z kwiatem, w klękaniu na dywanie w ziemi, aby zrobić dziurę dla drzewka, i delikatnie usuwając spłoszoną dżdżownicę lub dwie. Walt Whitman wiedział o tym, kiedy zważyli, co sprawia, że warto żyć gdy rekonwalescencja po udarze paraliżu: “Po wyczerpaniu się tego, co jest w biznesie, polityce, towarzyskości, miłości itd., odkryłeś, że nic z tego ostatecznie nie zadowala ani nie zużywa na stałe – co pozostaje? Natura pozostaje; wydobyć z ich odrętwienia, powinowactwo mężczyzny lub kobiety do otwartego powietrza, drzew, pól, zmian pór roku – słońca w dzień i gwiazd na niebie w nocy.”

Te niezrównane nagrody, zarówno psychologiczne, jak i fizjologiczne, są tym, co uwielbiał neurolog i autor Olivera Sacksa (9 lipca 1933 r. – 30 sierpnia 2015 r.) bada w pięknym krótkim eseju zatytułowanym „Dlaczego potrzebujemy ogrodów”, zamieszczonym w: Wszystko na swoim miejscu: pierwsze miłości i ostatnie opowieści (biblioteka publiczna) — cudowna pośmiertna kolekcja, która dała nam Sacksa zmieniająca życie siła bibliotek. pisze:
Jako pisarz uważam, że ogrody są niezbędne w procesie twórczym; Jako lekarz, kiedy tylko jest to możliwe, zabieram swoich pacjentów do ogrodów. Każdy z nas miał doświadczenie wędrówki przez bujny ogród lub ponadczasową pustynię, spaceru nad rzeką lub oceanem, wspinania się na górę i znajdowania się jednocześnie wyciszonym i ożywionym, zaangażowanym umysłem, odświeżonym na ciele i duchu. Znaczenie tych stanów fizjologicznych dla zdrowia jednostki i społeczności jest fundamentalne i wszechstronne. W ciągu czterdziestu lat praktyki lekarskiej odkryłem, że tylko dwa rodzaje niefarmaceutycznej „terapii” są niezwykle ważne dla pacjentów z przewlekłymi chorobami neurologicznymi: muzyka i ogrody.

Mieszkając i pracując przez pół wieku w Nowym Jorku – mieście „czasami znośnym… jedynie dzięki ogrodom” – Sacks wspomina, że był świadkiem tonicznego działania natury na swoich pacjentów z zaburzeniami neurologicznymi: Mężczyzna z zespołem Tourette’a, cierpiący na silne tiki werbalne i gestykulacyjne w środowisku miejskim, podczas wędrówek po pustyni rośnie całkowicie bezobjawowo; starsza kobieta cierpiąca na chorobę Parkinsona, która często zamarza w innym miejscu, może nie tylko z łatwością zainicjować ruch w ogrodzie, ale także samodzielnie wspinać się i schodzić po skałach; kilka osób z zaawansowaną demencją i chorobą Alzheimera, które nie pamiętają podstawowych czynności cywilizacyjnych, jak wiązanie butów, nagle wie dokładnie, co należy zrobić, gdy wręcza się im sadzonki i ustawia je przed kwietnikiem. Worki odzwierciedlają:
Nie potrafię dokładnie powiedzieć, w jaki sposób natura wywiera swój uspokajający i organizujący wpływ na nasze mózgi, ale widziałem u moich pacjentów regenerującą i uzdrawiającą moc natury i ogrodów, nawet w przypadku tych, którzy są głęboko niepełnosprawni neurologicznie. W wielu przypadkach ogrody i przyroda są skuteczniejsze niż jakiekolwiek leki.

Ponad pół wieku po tym, jak stwierdziła to wielka biolog morski i pionierka ochrony środowiska Rachel Carson „jest w nas głęboko zakorzeniona reakcja na naturalny wszechświat, który jest częścią naszego człowieczeństwa” Sacks dodaje:
Najwyraźniej natura wzywa do czegoś bardzo głębokiego w nas. Biofilia, miłość do natury i istot żywych, jest istotną częścią kondycji ludzkiej. Hortofilia, czyli chęć interakcji z naturą, zarządzania nią i pielęgnowania jej, jest również głęboko w nas zaszczepiona. Rola, jaką natura odgrywa w zdrowiu i uzdrawianiu, staje się jeszcze bardziej krytyczna w przypadku osób pracujących przez długie dni w biurach bez okien, osób mieszkających w dzielnicach miast bez dostępu do terenów zielonych, dzieci uczęszczających do miejskich szkół lub osób przebywających w placówkach instytucjonalnych, takich jak domy opieki. Wpływ cech natury na zdrowie jest nie tylko duchowy i emocjonalny, ale także fizyczny i neurologiczny. Nie mam wątpliwości, że odzwierciedlają one głębokie zmiany w fizjologii mózgu, a może nawet w jego strukturze.

Uzupełnij ten konkretny fragment całkowicie pysznego Wszystko na swoim miejscu z przyrodnikiem Michaelem McCarthym przyroda i radośćpionierski działacz na rzecz ochrony przyrody i współkompozytor ustawy Wilderness Act, Mardy Murie przyrodę i naturę ludzkąoraz bryolog i gawędziarz indiański Robin Wall Kimmerer ogrodnictwo i tajemnica szczęściaa następnie wróć do Olivera Sacksa naturę i wzajemne powiązania wszechświata, elementy składowe tożsamości, trzy istotne elementy kreatywnościi jego oszałamiające wspomnienie życia w pełni przeżytego.
