Pływanie i sens życia – margines

Pływanie i sens życia – margines
Pływanie i sens życia – margines

Pływanie i sens życia

Jedno z moich najwcześniejszych i najżywszych wspomnień z dzieciństwa dotyczy pływania w chłodnym basenie otoczonym głazami pośrodku rzeki w bułgarskich górach, gdy późne popołudniowe słońce rzucało komorebi na wodę przez szeleszczące liście. Wciąż słyszę ton uczuć w moim ciele, tę dziwną i uroczą jednoczesność absolutnej obecności i absolutnego spokoju. Nie znałem jeszcze słowa oznaczającego transcendencję.

Niedługo potem zacząłem wyczynowo pływać w chlorowanym basenie olimpijskim, poświęcając długie godziny na doskonalenie ruchu i poprawianie czasów okrążeń. Te cztery lata stały się trudną inicjacją w kulturę, która ceni produktywność ponad obecność. W wieku jedenastu lat zacząłem dostrzegać, że w chwili, gdy skierujemy działanie w stronę osiągnięcia, pozbawiamy się radości; jak wszystko, do czego podchodzimy transakcyjnie, nigdy nie doprowadzi do transcendencji. Przestałem nagle pływać, zniechęcony i wyczerpany. Powrót do wody zająłby mi ćwierć wieku – dopiero wtedy, gdy tonąłem w 800-stronicowym rękopisie moja pierwsza książka że zacząłem codziennie pływać w otwartym oceanie, aby przemyśleć zmiany, poczuć się w łonie świata, próbując urodzić coś większego niż ja sam.

Ten duchowy wymiar pływania w dzikiej przyrodzie ożywa w pysznej książce Rogera Deakina Waterlog: podróż pływaka przez Wielką Brytanię (biblioteka publiczna).

Ilustracja autorstwa Margaret C. Cook dla a rzadkie wydanie z 1913 r autorstwa Walta Whitmana Liście Trawy. (Dostępny jako wydruk.)

„Takie niezatarte pływanie jest jak sny i wywiera tak samo głęboki wpływ na umysł i ducha” – pisze o transcendencjach, które odkrył, gdy przepełniony smutkiem po zakończeniu długiej miłości zaczął pływać w rzekach, zapisując w swoim notatniku:

Każda woda, rzeka, morze, staw, jezioro przechowuje pamięć i przestrzeń do myślenia.

Nasza głęboka reakcja na wodę wydaje się być naszym dziedzictwem ewolucyjnym — oczywiście wyszliśmy z oceanu, ale nigdy w pełni. Opierając się na wodnej teorii ewolucji człowieka biologa morskiego Sir Alistera Hardy’ego, pogłębionej później przez historyka ewolucji Elaine Morgan w jej klasyku Zejście kobietyDeakin pisze:

Spędziliśmy dziesięć milionów lat ery pliocenu, kiedy światowa susza ewoluowała w pozycję pionową, jako półwodne brodzące i pływające na płyciznach morskich i na plażach Afryki. Przeszliśmy przez ogromną zmianę, aby stać się tym, czym jesteśmy, a nasze późniejsze życie na suchym lądzie jest sprawą stosunkowo niedawną i krótkotrwałą. Oprócz trąby z Borneo jesteśmy jedynymi naczelnymi, którzy regularnie chodzą do wody dla czystej radości. Jesteśmy również wyjątkowo bezwłosi jak delfiny i jako jedyni wśród naczelnych mamy warstwę podskórnego tłuszczu, analogiczną do tłuszczu wielorybiego, idealną do utrzymywania ciepła w wodzie.

Hardy doszedł do swojej teorii na podstawie jednego, zaskakującego spostrzeżenia – że szczątkowe włosy na naszych ciałach układają się we wzór całkowicie unikalny wśród małp człekokształtnych; że kiedy człowiek przepływa przez tunel wodny, linie hydrodynamiczne przedstawiające trajektorię przepływu wody pokrywają się dokładnie z liniami narysowanymi przez wzór włosów na ciele. W zgodzie z Uznanie Rachel Carson że ponieważ „nasze korzenie sięgają ziemi… istnieje w nas głęboko zakorzeniona reakcja na naturalny wszechświat, który jest częścią naszego człowieczeństwa”, pływanie wydaje się być naszym najbardziej bezpośrednim sposobem na skontaktowanie się ze światem, w którym jesteśmy stworzeni. Deakin pisze:

Kiedy pływasz, czujesz, że twoje ciało jest tym, czym w większości jest – wodą – i zaczyna się ono poruszać wraz z otaczającą go wodą… Pływak doświadcza przerażenia i błogości narodzin. Pływanie jest więc rytuałem przejścia, przekraczaniem granic: linii brzegu, brzegu rzeki, krawędzi basenu, samej powierzchni. Kiedy wchodzisz do wody, następuje coś w rodzaju metamorfozy. Opuszczając krainę, przechodzisz przez lustrzaną powierzchnię i wkraczasz w nowy świat, w którym dominującym celem jest przetrwanie, a nie ambicja czy pragnienia… Jesteś w naturze, jej nieodłączną cząstką, w sposób o wiele pełniejszy i intensywniejszy niż na suchym lądzie, a twoje poczucie teraźniejszości jest przytłaczające.

Sztuka autorstwa Moniki Vaicenavičienė z Co to jest rzeka?

To zdumiewające poczucie żywotności jaśnieje na ostatnich stronach książki, gdy Deakin zastanawia się, jak absurdalne może się wydawać z zewnątrz to, do czego się posuwa, aby przepłynąć transcendentną wodę, a mimo to dla niego jest to „zawsze całkowicie poważne przedsięwzięcie, czasem surrealistyczne” i takie, które zawsze go „wzbogaca”.

Skręciłem w ponadczasową piaszczystą aleję dębową, dziurawą przez króliki, do odległego wiejskiego domu na cyplu wcinającym się w szerokie bagna Blyth… Jechałem rowerem przez las, w którym George Orwell kochał się z Eleanor Jaques, swoją sąsiadką, gdy mieszkał w Southwold, i do wioski obok zrujnowanego kościoła, w którym zwykł siadać i czytać. Minąłem dom rybaka Freddy’ego („Specjalna oferta dla gładzicy jedynej”). Było kwadrans po szóstej i słońce, które dzieliło już niebo z rumieniącym się księżycem w nowiu, zaczynało zachodzić. Pobiegłem przez mały drewniany mostek, gdzie latem odbywają się coroczne zawody krabów, i odcisnąłem słabe ślady opon na ostatnich dwustu metrach spękanego błota pustyni solnej na bagnach Walberswick. Wspinając się po wydmach, pobiegłem po bezludnej plaży, zrzuciłem ubranie i brodziłem w falach. Poczułem słodycz zmęczonych kończyn i upadłem na oślep w fale, uderzając w horyzont, który pojawiał się sporadycznie za falami. Zostawiłem plecak i ubrania obok pięknej żwirowej rozgwiazdy na plaży, kolejne echo Labiryntu Scilly. Być może wreszcie udało mi się przez nią przepłynąć. Kiedy osiągnąłem względny spokój nieprzerwanej fali, obejrzałem się w stronę brzegu. Karmazynowa mgła unosiła się nad morzem, gdy rozpalone do czerwoności słońce zachodziło nad dachami pokrytymi dachówkami za wydmami. Fretka morska przeszła w głęboki fiolet wzdłuż łuku zatoki, w miejscu, gdzie powinno znajdować się Dunwich, i zasłaniała gigantyczną purchatkę Sizewell B. Jedną z piękności tej płaskiej krainy Suffolk jest to, że kiedy płyniesz od brzegu i podnoszą się fale, znika ona z pola widzenia i możesz być daleko od Morza Północnego. Pomarańczowy sierp księżyca w nowiu wisiał nad kominami na głębokim fioletowofioletowym niebie. We mgle jarzyły się jesienne ogniska, a nad nimi unosiły się białe kręgi dymu. Plaża lśniła w zapadającym zmroku, gdy odpływ opadał, a morze było mniej wzburzone. Odwróciłem się i popłynąłem w ciche fale.

Takie homilie na temat obecności są także aktem oporu, rekultywacji, rewolucyjnego uniesienia przeciwko tyraniom naszej teraźniejszości:

Większość z nas żyje w świecie, w którym coraz więcej miejsc i rzeczy jest oznakowanych, oznakowanych i oficjalnie „interpretowanych”. Jest w tym wszystkim coś, co zmienia rzeczywistość rzeczy w rzeczywistość wirtualną. To jest powód, dla którego chodzenie, jazda na rowerze i pływanie zawsze będą zajęciami wywrotowymi. Pozwalają odzyskać poczucie tego, co stare i dzikie… zbaczając z utartych szlaków i uwalniając się od oficjalnej wersji rzeczy… [to access] ta część naszego świata, która podobnie jak ciemność, mgła, lasy czy wysokie góry, wciąż skrywa najwięcej tajemnic.

Uzupełnienie Bagno wodne z Billem Hayesem pływanie jako poezja ciała i artystki Lisy Congdon’s ilustrowane świętowanie radości pływaniaa następnie ponownie obejrzyj film Roberta Macfarlane’a licząc się z żywotnością rzek.

źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x