Skrzypek, który rozwiązał starożytną zagadkę tego, jak świat trzyma się razem – Marginalista

Skrzypek, który rozwiązał starożytną zagadkę tego, jak świat trzyma się razem – Marginalista
Skrzypek, który rozwiązał starożytną zagadkę tego, jak świat trzyma się razem – Marginalista

Ten esej jest adaptacją Przejście.

Patrzy na linie pięciolinii dziwnej symfonii w kolorze niebieskim, a jej ostrożne niedowierzanie przebija wybuch szalonego zdumienia. Wokół niej walają się pędzle i tubki z farbą – farbą, którą przez lata mieszała w idealne odcienie błękitu, aby pokolorować oceaniczne głębiny całego świata w konturach jej ogromnych map, które właśnie tworzyła. Ale teraz nie patrzy na smutek. Ona nie patrzy na mapy. Patrzy na linie personelu. Tyle że są to kadry tylko dla niej, skrzypaczki od dzieciństwa. Dla każdej innej geologki, jej kolegów z Obserwatorium Geologicznego Lamont wysoko nad brzegiem rzeki Hudson, geochemików z podziemi obserwatorium datujących próbki skał metodą datowania węgla, próbujących udowodnić, że Ziemia została stworzona w 4004 roku p.n.e., obiektem niedowierzania i zdumienia jest zwykły fatogram przedstawiający falowanie dna oceanu na pięciu poziomych liniach, równomiernie rozmieszczonych na przyrostach głębokości tysiąca sążni – dane wyjściowe fathometr, echosondowy instrument, którego pionierem było w 1490 r., kiedy Leonardo da Vinci zanurzył rurkę w otwartej wodzie, aby zmierzyć odległość statków, a następnie udoskonalił wieki później w technologię sonaru używaną do wykrywania okrętów podwodnych wroga podczas pierwszej na świecie wojny światowej. Cztery wieki po tym, jak Magellan przeprowadził pierwsze sondowanie w jednym miejscu, zanurzając obciążoną linę w błękitnych wodach Pacyfiku i ogłosił, że ocean jest bezdenny, gdy linia osiągnęła 410 sążni, wynalezienie fatometru na początku lat dwudziestych XX wieku, umożliwiającego pomiar głębokości tak ogromnych jak 3000 sążni, zrewolucjonizowało ludzkie poczucie świata pod powierzchnią świata – świata wówczas bardziej tajemniczego niż Księżyc. „Chwała byłby niezgłębionym wszechświatem” – zachwycał się Whitman Liście Trawypogrążając tę ​​samą radosną wyobraźnię w niezgłębionym wszechświecie zamieszkującym właśnie tu, na Ziemi, w tym, co szanował jako „świat pod solanką”.

Sto lat po Whitmanie, gdy szczegółowo zbadano zaledwie ułamek jednego procenta tego świata, gdy trzy czwarte planety pojawia się na jakiejkolwiek mapie jako jednorodne i niczym nie wyróżniające się niebieskie tło topografii ziemskiej, a dno świata wyobraża się jako ogromną wannę, ta skrzypaczka wyszkolona w trygonometrii sferycznej słyszy na ucho umysłu coś, czego nigdy wcześniej nie słyszała, coś niewysłowionego – przekleństwo dla każdej przyjętej teorii o tym, jak ta skalista niebieska planeta trzyma się razem świat. Buczenie pod nim jest odpowiedzią na starożytną tajemnicę tego, jak drżenie góry może zniszczyć miasto, życie i świat.

Marie Tharp w pracy. (Obserwatorium Ziemi Lamonta-Doherty’ego.)

Rozwinęła prawie kilometr papieru ułożonego w rogu swojego biura – fatogramy z sondowań, które jej szef i jego studenci przeprowadzili podczas kilku wypraw atlantyckich w ciągu pięciu lat, z których ani ona, ani ona nie miała pozwolenia wziąć udziału. Złożyła złożony portret oceanu na podstawie częściowych danych zarejestrowanych na różnych trasach statku, zarejestrowanych na niebieskim lnianym papierze za pomocą kruczego pióra i indyjskiego atramentu. Skleiła paski tego niebieskiego lnianego papieru w ogromny arkusz rozłożony na kilku stołach kreślarskich, powiększony czterdziestokrotną skalą przesady, aby uczynić czytelnymi subtelności danych; jedną z tych subtelności byłaby iskra rewolucji. Na tym ogromnym arkuszu naniosła różne pomiary głębokości – podwodne szczyty i doliny, gładkie zbocza i nagłe zanurzenia. Każdy odczyt głębokości zaznaczyła kropką na wykresie. Uwaga dotycząca personelu. Kropki oddalone od siebie o około cal, które należy połączyć w melodię znaczenia.

I tam, w tej pustce danych, w tym cala ciszy, umysł obliczeniowy osiąga swój kres i zaczyna się umysł kompozycyjny, wymagający wirtuozerii interpretacji.

Luki uzupełniła hipotezami punktowanymi, zmysłowymi akordami łączącymi nuty. A teraz, mając przed sobą dziwną partyturę, sceptyczna jako naukowiec i pełna nadziei jako hymnodystka, czyta a vista zapis największej cechy geologicznej Ziemi — nieodkrytej i niewiarygodnej, śpiewając w danych bez kontrapunktu: dolinę ryftową na dnie oceanu, rozciągającą się na całym świecie czterdzieści tysięcy mil ciągłymi nierównymi liniami wyznaczającymi coś, co nie może istnieć, jeśli to, co świat sądzi o planecie, jest prawdą.

Ma zamiar namalować tę rewolucyjną linię jaskrawą czerwienią na swoim idealnym błękitu. Zapis tektoniczny wielkiego wdechu rozrywającego splot słoneczny Ziemi.

Marie Tharp po trzydziestce.

Jest rok 1952. Marie Tharp ma trzydzieści dwa lata. Będąc jedną z nielicznych kartografów oceanograficznych na świecie, spędziła cztery lata na szkicowaniu dna oceanu, sporządzaniu map i ponownym mapowaniu ogromnej większości powierzchni planety, ustalając spójność na podstawie danych stroboskopowych — danych, które potwierdzałyby wysoce kontrowersyjny pogląd, że Ziemia nie jest planetą statyczną, ale dynamicznym, stale zmieniającym się światem; ten dryf kontynentalny – marginalna teoria, którą niemiecki meteorolog Alfred Wegener wysunął pół wieku wcześniej i za którą zapłacił swoją reputacją, a potem życiem – jest prawdziwa.

Pół wieku później, w ostatnich latach swojego życia, Marie Tharpe będzie patrzeć wstecz na swoje odkrycie w szerszym kontekście z tym samym zdumieniem i niedowierzaniem:

Niewielu ludzi może to powiedzieć o swoim życiu: przede mną rozciągał się cały świat (a przynajmniej jego 70 procent pokrywały oceany). Miałem czyste płótno do wypełnienia niezwykłymi możliwościami i fascynującą układankę do ułożenia: mapowanie ogromnego, ukrytego dna morskiego świata. Była to jedyna w swoim rodzaju – jedyna w historii świata – szansa dla każdego, a szczególnie dla kobiety żyjącej w latach pięćdziesiątych. Charakter czasów, stan nauki, wydarzenia duże i małe, logiczne i nielogiczne złożyły się na to, że to wszystko się wydarzyło.

Marie dorastała z rozczochranymi włosami i pokryta błotem, jeżdżąc furmankami po gruntowych drogach, zbierając szkielety węży, szukając grotów strzał, na których dosiadała niczym kamienne motyle, odsyłano ją ze szkoły za noszenie spodni, jeździła po omszałych skałach i nasłonecznionych lasach amerykańskiego Środkowego Zachodu pudełkowatą ciężarówką z lat dwudziestych XX wieku, zieloną rządową ciężarówką, którą prowadził jej ojciec i nauczył ją prowadzić, gdy miała jedenaście lat – jej ojciec, finansowany ze środków publicznych geodeta i poeta bez prawa jazdy publiczności, którą uwielbiała i która uwielbiała ją. Później żartowała, że ​​zabierał ją na te wycieczki terenowe, głównie po to, by wykorzystać ją jako żywą miarę i fotografować małą dziewczynkę obok różnych dużych obiektów geologicznych, które chciał zmierzyć.

Zgodnie z wymogami geologii rządowej, trzyosobowe plemię nieustannie przemieszczało się – do Indiany, Alabamy, Ohio, DC, przeszło dwadzieścia miniaturowych migracji, zanim Marie ukończyła okres dojrzewania, nie przejmując się życiem wiecznych nomadów. Kiedy jej ojciec zaoszczędził wystarczająco dużo, kupił farmę w Ohio, aby naprawić i osiedlić wędrujące pasmo. W ciągu roku jej matka zmarła. Jej matka nie żyła, a Marie mogła jedynie grać na skrzypcach. Wprowadziła to do college’u, do uniwersyteckiej orkiestry symfonicznej, do planu życia, który miał zostać całkowicie zmieniony. Ale muzyka nigdy jej nie opuściła, nawet gdy zachwyciła się geologią i skierowała się w jej stronę, ale nadal ukończyła studia muzyczne i angielskie, a także cztery nieletnie zajęcia ze sztuk wizualnych. A teraz – mając dyplom z geologii, a później drugą maturę z matematyki – patrzy na linie fatometru i widzi symfonię Ziemi.

Model tektoniki płyt, który powstał w wyniku jej odkrycia, zmienił nasze rozumienie samego życia: aktywność tektoniczna łączy chemię powierzchni i oceanów, recykling pierwiastków, aby utrzymać stabilny dwutlenek węgla w atmosferze i globalną temperaturę, i to właśnie pozwoliło, aby wody ziemskie pozostały płynne przez miliardy lat, których złożone życie potrzebowało do ewolucji. Bez tego nigdy nie wynurzylibyśmy się z oceanów, aby zmierzyć wszechświat i wypełnić go muzyką.

Historyczna mapa dna oceanu autorstwa Marie Tharp i jej współpracownika Bruce’a Heezena. (Biblioteka Kongresu.)

Historia życia Marie Thrape i jej odkrycia – wpleciona w historię Alfreda Wegenera, Walta Whitmana, Mary Shelley, Fredericka Douglassa i innych wizjonerów, którzy zmienili nasze rozumienie tego, co czyni planetę światem i tego, co sprawia, że ​​materia jest umysłem zdolnym do muzyki i matematyki, sprawiedliwości i miłości – ożywa w Przejściektórego okładka przedstawia jej rewolucyjną mapę dna oceanu.

źródło

0 0 głosów
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
Wszystkie
Follow by Email
LinkedIn
Share
Copy link
Adres URL został pomyślnie skopiowany!
0
Would love your thoughts, please comment.x