
„Pamięć nigdy nie jest dokładną kopią oryginału… jest ciągłym aktem tworzenia” przypomniała nam badaczka Rosalind Cartwright w swoim fascynującym traktacie na temat nauka snów. „Największym kłamstwem ludzkiej pamięci jest to, że wydaje się prawdą” Nauczyciel Jonasza napisał na krótko przed tym, jak wpadł w wir narastających oskarżeń o autoplagiat i jawną fabrykację. Chociaż to już wiemy pamięć nie jest urządzeniem rejestrującymdokładny zakres jego omylności wymyka się – często, całkiem wygodnie – większości z nas.
w New York Review of Books esejpoetycki neurolog Olivera Sacksa zajmuje się właśnie tym, odsłaniając niezwykłe mechanizmy, dzięki którym fabrykujemy nasze wspomnienia, mimowolnie zacierając granicę między doświadczonym a przyswojonym:
Zaskakująca jest świadomość, że niektóre z naszych najcenniejszych wspomnień mogły nigdy się nie wydarzyć – lub mogły przydarzyć się komuś innemu. Podejrzewam, że wiele moich entuzjazmów i impulsów, które wydają się całkowicie moje, zrodziło się z sugestii innych, które wywarły na mnie potężny wpływ, świadomie lub nieświadomie, a następnie zostały zapomniane.
Jednym ze zjawisk, zdaniem Sacksa, szczególnie powszechnym – jeśli nie adaptacyjnym – w umyśle twórczym jest autoplagiat:
Czasami te zapomnienia rozciągają się na autoplagiat, w którym odtwarzam całe frazy lub zdania jak nowe, a czasami może to być spotęgowane przez prawdziwe zapomnienie. Przeglądając moje stare notesy, stwierdzam, że wiele z naszkicowanych w nich myśli zostaje zapomnianych na lata, a następnie ożywionych i przerobionych jako nowe. Podejrzewam, że takie zapomnienia zdarzają się każdemu i mogą być szczególnie częste u tych, którzy piszą, malują lub komponują, ponieważ kreatywność może wymagać takich zapomnień, aby czyjeś wspomnienia i pomysły mogły odrodzić się na nowo i zobaczyć je w nowych kontekstach i perspektywach.
Powołując się na szereg studiów przypadków, w których fałszywe wspomnienia fikcyjnych wydarzeń zostały „wszczepione” w ludzkie umysły, Sacks bada nieświadomy plagiat, coś, co Henry Miller poetycko sondowany i Mark Twain wymownie, choć nienaukowo, omówiony w swoim słynny list do Helen Keller. Sacks pisze:
We wszystkich tych przypadkach – czy to wyimaginowanego czy rzeczywistego molestowania w dzieciństwie, prawdziwych lub wszczepionych eksperymentalnie wspomnień, wprowadzonych w błąd świadków i więźniów poddanych praniu mózgu, nieświadomego plagiatu oraz fałszywych wspomnień, które prawdopodobnie wszyscy mamy w wyniku błędnego przypisania lub pomieszania źródeł – jest to, że w przypadku braku zewnętrznego potwierdzenia nie ma łatwego sposobu na odróżnienie prawdziwego wspomnienia lub inspiracji, odczuwanych jako takie, od tych, które zostały zapożyczone lub zasugerowane, pomiędzy tym, co psychoanalityk Donald Spence nazywa „prawdą historyczną” a „prawda narracyjna”.
[…]
Wydaje się, że w umyśle i mózgu nie ma mechanizmu zapewniającego prawdziwość lub przynajmniej autentyczność naszych wspomnień. Nie mamy bezpośredniego dostępu do prawdy historycznej, a to, co czujemy lub uznajemy za prawdę (jak słusznie zauważyła Helen Keller), zależy w równym stopniu od naszej wyobraźni, jak i od naszych zmysłów. Nie ma sposobu, w jaki wydarzenia na świecie mogłyby zostać bezpośrednio przesłane lub zapisane w naszych mózgach; są one doświadczane i konstruowane w sposób wysoce subiektywny, który na początku jest inny u każdej osoby i odmiennie interpretowany lub ponownie doświadczany za każdym razem, gdy je wspominamy. . . . Często naszą jedyną prawdą jest prawda narracyjna, historie, które opowiadamy sobie nawzajem i nam samym – historie, które nieustannie kategoryzujemy i udoskonalamy. Taka podmiotowość jest wpisana w samą naturę pamięci i wynika z jej podstaw i mechanizmów zachodzących w ludzkim mózgu. Cudem jest to, że tak poważne aberracje są stosunkowo rzadkie i że w większości nasza pamięć jest stosunkowo solidna i niezawodna.
Sacks podsumowuje:
Jako istoty ludzkie jesteśmy wyposażone w systemy pamięci charakteryzujące się zawodnością, słabościami i niedoskonałościami, ale także dużą elastycznością i kreatywnością. Zamieszanie wokół źródeł lub obojętność na nie może być paradoksalną siłą: gdybyśmy mogli oznaczyć źródła całej naszej wiedzy, bylibyśmy zasypani często nieistotnymi informacjami.
Obojętność na źródło pozwala nam przyswoić sobie to, co czytamy, co nam powiedziano, co mówią, myślą, piszą i malują inni tak intensywnie i bogato, jak gdyby były to doświadczenia pierwotne. Pozwala nam widzieć i słyszeć innymi oczami i uszami, wchodzić do innych umysłów, przyswajać sztukę, naukę i religię całej kultury, wchodzić i wnosić wkład w wspólny umysł, ogólną wspólnotę wiedzy. Ten rodzaj dzielenia się i uczestnictwa, ta komunia nie byłaby możliwa, gdyby cała nasza wiedza, nasze wspomnienia zostały oznakowane i zidentyfikowane, postrzegane jako prywatne i wyłącznie nasze. Pamięć ma charakter dialogiczny i powstaje nie tylko w wyniku bezpośredniego doświadczenia, ale także w wyniku współdziałania wielu umysłów.
W rzadkim akcie wyzywającej rzetelności moja własna pamięć przywołała na myśl fragment z przypisami w niezwykle doskonałej, ostatniej książce Sacksa pt. Halucynacjegdzie dalej bada pamięć:
Wiemy teraz, że wspomnienia nie są utrwalone ani zamrożone, jak słoje z konfiturami Prousta w spiżarni, ale ulegają transformacji, demontażu, ponownemu składaniu i ponownej kategoryzacji przy każdym akcie wspomnienia.
W przypisie dodaje:
Dla [researchers] na początku XX wieku wspomnienia były śladami w mózgu (u Sokratesa były one analogiczne do odcisków odciskanych w miękkim wosku) – śladami, które można było aktywować poprzez akt skupienia. Dopiero przełomowe badania Frederica Bartletta w Cambridge w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku pozwoliły zakwestionować klasyczny pogląd. Podczas gdy Ebbinghaus i inni pierwsi badacze badali pamięć na pamięć — na przykład, ile cyfr można zapamiętać — Bartlett przedstawiał swoim badanym zdjęcia lub historie, a relacje o tym, co widzieli lub słyszeli, były nieco inne (a czasem całkowicie zmienione) przy każdym ponownym przypominaniu sobie. Eksperymenty te przekonały Bartletta do myślenia nie w kategoriach statycznej rzeczy zwanej „pamięcią”, ale raczej w kategoriach dynamicznego procesu „pamiętania”. Napisał:
Pamiętanie nie jest ponownym wzbudzaniem niezliczonych, utrwalonych, martwych i fragmentarycznych śladów. Jest to wyobraźniowa rekonstrukcja lub konstrukcja zbudowana na podstawie relacji naszego podejścia do całej aktywnej masy zorganizowanych przeszłych reakcji lub doświadczeń. . . . Dlatego prawie nigdy nie jest to dokładne.
Czy mogłoby więc być tak, że sama zawodność pamięci jest dla nas istotna? twórczość kombinatoryczna i do mechaniki automat ideacji? Do kradnij jak artysta może być w końcu domyślnym ustawieniem mózgu.
Portret Olivera Sacksa autorstwa Johna Midgleya Przewodowy